poniedziałek, 23 czerwca 2014

DEBATA (BOGDAN BACHMURA, ADAM SOCHA) PRZEPRASZAJĄ PROF. OBARKA - WYROK PRAWOMOCNY!





Wyrokiem z dnia 11 czerwca 2014r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku oddalił apelację Adama Sochy i Bogdana Bachmury – prezesa Fundacji „Debata” wsprawie z powództwa Piotra Obarka o ochronę dóbr osobistych.Oznacza to, że wyrok I instancji w tej sprawie – Sądu Okręgowego w Olsztynie z dnia 11 grudnia 2013r., jest ostateczny i wykonalny. Na mocy tego wyroku natychmiast i bez dodatkowych wezwań ze strony Piotra Obarka:



1. pozwani Adam Socha i Bogdan Bachmura prezes Fundacji „Debata”  mają na portalu internetowym WWW.debata.olsztyn.pl przeprosić Piotra Obarka za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez pomówienie o popełnienie plagiatu, w artykułach autorstwa A. Sochy, opublikowanych na portal „Debata”;



2. pozwani mają ponadto usunąć z portalu artykuły „Obarek kłamie!” I „Jednak plagiat!” wraz z towarzyszącymi im komentarzami.



Adam Socha nadal atakuje mnie w niewybredny sposób, zarzucając mi, że inspiruję działania przeciw rektorowi UWM Ryszardowi Góreckiemu, oskarża mnie bezzasadnie o kolejne plagiaty, a na prywatnych forach społecznościowych nazywa mnie plagiatorem. Do tej pory wszystkie ataki Adama Sochy i Fundacji "Debata" skończyły się niepowodzeniami, a Sąd ocenił dziennikarstwo Adama Sochy jako nierzetelne i pozostające na granicy dobrego smaku, co charakterystyczne jest dla prasy określanej mianem brukowej. W tej sytuacji nie wykluczam podjęcia dalszych działań prawnych w celu obrony moich dóbr osobistych.


Dodatkowo należy nadmienić, iż praca, którą posługiwał się Adam Socha, nie tylko że nie była mojego autorstwa, ale stanowiła kserokopię, którą Adam Socha przedstawił notariuszowi jako oryginał, uzyskując jej notarialne potwierdzenie. Ta sprawa wymagać będzie wyjaśnienia przez stosowne organy.

czwartek, 15 maja 2014

Uniwersytecka „pomroczność jasna”, czyli rzecz o plagiacie Małgorzaty Chomicz … i nie tylko.


Lecz gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast.






Czy pamiętacie Państwo termin „pomroczność jasna”? Ten synonim wybiegów i sztuczek prawnych, mających uchronić prominentną osobę przed odpowiedzialnością za czyny i słowa, przeżywa dziś istny renesans na naszym Uniwersytecie … i to chyba nie tylko za sprawą ostatniego postanowienia rzecznika dyscyplinarnego ds. nauczycieli akademickich UWM pana profesora Bohdana Łukaszewicza.


No, ale od początku. Wczoraj otrzymałem pismo datowane 7 maja 2014r. (uważnych Czytelników proszę o zwrócenie uwagi na datę pisma), podpisane przez prorektora ds. kadr prof. Grzegorza Białuńskiego, informujące mnie o wydaniu postanowienia przez  prof. Łukaszewicza w sprawie zarzucanego Małgorzacie Chomicz plagiatu, lub jak to bardziej eufemistycznie zostało określone, „przedstawienia w 1992 r. pracy niesamodzielnej noszącej znamiona plagiatu”. Do pisma załączone zostało ksero postanowienia prof. Łukaszewicza.


Z racji wielokrotnego oskarżania mnie o wszystko, w tym również o plagiat, jako osoba dosyć dobrze zaznajomiona z tą problematyką, nie mogłem uwierzyć własnym oczom czytając  ten wytwór „pomroczności jasnej” jakim jest owo postanowienie. Pan prof. Bohdan Łukaszewicz umorzył postępowanie wyjaśniające w sprawie zarzucanego dr hab. Małgorzacie Chomicz popełnienia plagiatu … ze względu na to .. że popełniła plagiat w dobrej wierze !!!




Jak wynika z uzasadnienia postanowienia, Małgorzata Chomicz odmówiła złożenia wyjaśnień prof. Łukaszewiczowi, a opinie w tej sprawie wyrazili radca prawny UWM i Komisja Etyki UWM  i na tej podstawie prof. Łukaszewicz stwierdził, że „ wydawać by się mogło, że występuje tu jawny plagiat (…) ponieważ dyplomantka nie respektuje podawania źródeł, a nawet w spisie treści (sic!) nie podała źródeł wykorzystanych reprodukcji, to wynika to z niezawinionych lub popełnionych z winy nieumyślnej przypisaniem sobie autorstwa cudzego dobra intelektualnego”.

No to czegoś takiego jak Polska długa i szeroka jeszcze nie było. PLAGIAT POPEŁNIONY W DOBREJ WIERZE !!!, bo z winy nieumyślnej !!!!


I jak dalej wyrokuje prof. Łukaszewicz „ z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku M. Chomicz. Działania jej polegające na częstym pomijaniu źródła zapożyczeń wynikały z rażących braków warsztatowych, za które (i tu najlepsze, podkreślenie moje) odpowiedzialność spada w głównej mierze na …promotora, pod którego kierownictwem przygotowała pracę dyplomową”. A ponieważ ten ocenił pracę jako bardzo dobrą, podobnie jak recenzent pracy, prof. Maksymilian Snoch, to uwzględniając powyższe należy, zdaniem prof. Łukaszewicza, stwierdzić, że Małgorzata Chomicz uzyskała swój tytuł „bez jakiejkolwiek próby świadomego i zamierzonego wprowadzenia w błąd co do autorstwa  cudzego utworu w swej pracy dyplomowej”.


Doprawdy niezłe, prof. prawa Lech Falandysz, gdyby żył, to powinien od pana rzecznika pobierać nauki.  To jest trochę tak jak „pożyczka bez wychodzenia z domu” – M. Chomicz nawet nie powiedziała ani jednego słowa, a tu już wiadomo, że działała w sposób niezamierzony i z winy nieumyślnej. Tu już nawet nie potrzeba wywodów sędziego Wojciecha Wacława.


Czasami wydaje mi się, że mogę zrozumieć, że M. Chomicz może w stanie „pomroczności jasnej” nie dokonała świadomie plagiatu, ale w jakim stanie prof. Łukaszewicz pisał swoje uzasadnienie?


Ponieważ postanowienie to podlega zatwierdzeniu przez rektora UWM prof. Ryszarda Góreckiego, to ciekawi mnie czy Magnificencja Rektor jest w stanie mnie czymś zaskoczyć, a jak Państwo sądzicie?


Dla wyjaśnienia dodam, że wczoraj odebrałem również drugie postanowienie prof. Łukaszewicza, który żąda pozbawienia mnie prawa wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego … ze względu na możliwość popełnienie plagiatu. Ciekawe, czy tylko dlatego?

Niemniej zastanawiające jest, kto lub co wywołało u prof. Łukaszewicza stan takiej „pomroczności jasnej”…



środa, 23 kwietnia 2014

A jednak - mój egzemplarz to oryginał !


 Finita est comoedia.


Pragnę poinformować moich Czytelników, że w dniu wczorajszym otrzymałem opinię wydaną na podstawie ekspertyzy kryminalistycznej, dotyczącą złożonego przeze mnie w Sądzie Okręgowym w Olsztynie oryginału mojej pracy kwalifikacyjnej I stopnia.

Biegły – ekspert klasycznych i technicznych badań dokumentów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie stwierdził, że mój egzemplarz jest dokumentem oryginalnym, którego wszelkie cechy takie jak kartki, oprawa, druk wskazują na czas zgodny z datą opracowania, czyli  rok 1996.

Ekspert ponadto nie stwierdził znamion sztucznego postarzania kartek, stwierdził natomiast  pierwotny  i jednorodny charakter  dokumentu bez występujących korekt, bez znamion usuwania i wymiany kartek z istniejącej oprawy introligatorskiej.  Równocześnie ekspert stwierdził, że techniczne zaawansowanie edycji tekstu i wydruków było możliwe przy użyciu urządzeń dostępnych w okresie datowania opracowania, tj. w 1996 r.

Co jest ważne, w badaniach wykorzystano  przyrządy badawcze będące na wyposażeniu Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie.
















No cóż, wnioski pozostawiam Państwu. Od początku zaprzeczałem autentyczności luźnych kserówek, którymi posłużyła się Małgorzata Chomicz w „anonimowym” oskarżeniu mnie o plagiat. Do tej pory nie mieści mi się w głowie, jak na podstawie tak spreparowanych „dokumentów”, można było rozpętać, również za pomocą Debaty i  przy pomocy Adama Sochy swoistego, ponad dwuletniego piekła.

W chwili obecnej fakty są następujące:

1. Rada Wydziału Grafiki ASP w Warszawie stwierdziła, że nie popełniłem plagiatu,

2. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów w Warszawie przegrała proces w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie ze względu na przekroczenie swoich uprawnień i naruszenie prawa,

3. Debata i Adam Socha przegrali proces i muszą mnie przeprosić za naruszenie moich dóbr osobistych i twierdzenia, że dopuściłem się plagiatu,

4. Ekspert Komendy Policji w Olsztynie stwierdził oryginalność posiadanej przeze mnie pracy, która jest dowodem w sprawie przeciwko Małgorzacie Chomicz i jej pomówieniom.

Nadal sprawą otwartą pozostaje jednak kto sfałszował moją pracę?  Myślę, że niedługo zgodnie z łacińską sentencją  is fecit, cui prodest - i tego się dowiemy.

piątek, 4 kwietnia 2014

Manipulacja, czyli Goebbels i Socha …a sprawa Małgorzaty Chomicz


To co się z Adasiem dzieje,
Już odbiera mi nadzieję.




Na to, jak postrzegamy rzeczywistość w obecnych czasach, ogromny wpływ ma jej medialne kreowanie. Swego czasu teoretycy mediów wypracowali nawet teorię, którą nazwano „magiczny pocisk”. U podstaw tej teorii leży założenie, że „wystrzelony” lub „wystrzeliwany” z określoną częstotliwością, komunikat medialny o odpowiedniej długości przekazu i zastosowanej arbitralnej selekcji informacyjnej, z pewnością wystarcza by osiągnąć zamierzony cel społeczny w postaci zaproponowanej przez autora informacji.
Środki masowego przekazu mają taką siłę oddziaływania, że potrafią nadać specyficzne znaczenia każdemu wydarzeniu, które relacjonują. W ten sposób oprócz wzmacniania naszego przekonania o wadze przekazu, ograniczają odbiorcę jedynie do interpretacji przez siebie zaproponowanej. Tak kształtuje się medialną wizję rzeczywistości, gdzie ogromną rolę odgrywa jeszcze jeden aspekt, aspekt manipulacji, którego niewątpliwym prekursorem był Joseph Goebbels, wielki manipulator, hitlerowski mistrz propagandy.

To on,  jako jeden z pierwszych, potrafił skutecznie zmanipulować całe społeczeństwo.
Prekursorskie metody Goebbelsa, takie jak: ciągle i systematycznie głoszone półprawdy, insynuacje, pogłoski, czy permanentne powtarzanie kłamstw, w konsekwencji prowadziły w odczuciu odbiorców do akceptacji Geobbelsowskich „prawd”, nawet wtedy, gdy w pierwszym odruchu odrzucali je jako fałszywe.

Termin manipulacja pochodzi od łacińskiego manus – ręka i celere – napełniać.
Nie wiem albo wiem, ale nie powiem  kto napełnia  i co napełnia rękę Małego Wielkiego Manipulatora Adama Sochy, niemniej przyjmuje się, że oba łacińskie wyrazy w połączeniu oznaczają „trzymać dłoń w czyjejś dłoni lub mieć kogoś w ręce…”, no ale tytułem wstępu poprzestańmy na tym, a na resztę, na  ten czas spuśćmy zasłonę milczenia.

Z manipulacją wiąże się niewątpliwie problem tendencyjności relacjonowania, stara przypadłość mojego „ulubionego” redaktora.

Tym razem Mały Wielki Manipulator S.A. ogłosił wszem i wobec  na łamach Debaty, że „Ustalenia biegłego laboratorium kryminalistycznego KWP w Olsztynie obaliły tezę dowodową Piotra Obarka, iż Małgorzata Chomicz sfałszowała jego pracę doktorską.”
Ciekawe dlaczego tym razem redaktor S.A. (skojarzenia z Die Sturmabteilungen nie są zamierzone, no tak jakoś wyszło ze względu na Goebbelsa) nie zamieścił, swoim zwyczajem, nawet okrojonego „stenogramu” z rozprawy. Czytelnik wiedziałby wtedy z pewnością, że biegły po pierwsze nie miał za zadanie obalać tej tezy, a po wtóre wcale jej nie obalił, lecz jeszcze wzmocnił, odpowiadając na pytania Pani Mecenas (mojego pełnomocnika), że nie może wykluczyć, iż ksero jakie przedstawiła w sądzie M. Chomicz jako moją pracę mogło być wykonane np. w 2011 r.

Poza tym biegły stwierdził, rozwijając uwagi zawarte w ekspertyzie, gdzie zaznaczył wystąpienie różnic nasycenia barwnika (inne odcienie czerni) na stronie tytułowej w wyrazach mojego imienia i nazwiska w stosunku do tytułu pracy i innych wyrazów, że różnice te mogły powstać na skutek dopisania mojego nazwiska lub … wyróżnienia innym kolorem; wnioski nasuwają się same.

Nie chcę być złośliwy, ale pokażcie mi taką pracę, wydrukowaną monochromatycznie, gdzie nazwisko i imię autora na stronie tytułowej wydrukowane jest innym kolorem!
Oprócz tego biegły oświadczył, że nie jest w stanie stwierdzić, kiedy powstała kserokopia M. Chomicz, gdyż nie ma takich metod badawczych, a to nie wyklucza żadnej mojej tezy.
A teraz coś, co znowu zmanipulował redaktor S.A; otóż biegły wypowiadał się jedynie na temat okazanej mu kserokopii (i jej wtórnego charakteru, wyłącznie pod względem technicznym, czyli technik w jakich powstała i za pomocą jakich urządzeń. Przypomnę, że Mały Wielki Manipulator S.A. po opublikowaniu ekspertyzy twierdził, że biegły orzekł, iż ta kserówka to … oryginał !

W konsekwencji biegły nie mógł i nie wypowiadał się na temat pierwotnego wydruku, czyli tego w jaki sposób i kiedy tekst został wydrukowany z komputera, a tu niewątpliwie mamy do czynienia z fałszerstwem, szczególnie gdy przeanalizuje się potwierdzany wielokrotnie w zeznaniach fakt posiadania przez M. Chomicz wersji elektronicznej tekstu, …który przesłała do redaktora …Sochy!!!!  Wnioski same się nasuwają.
Co jeszcze zmanipulował w swojej relacji MWM S.A.  Otóż chodzi o kontekst jednej z podstawowych informacji; mianowicie, że po dokonaniu oględzin mojej pracy w Sądzie biegły stwierdził, że już wstępne oględziny wskazują na fakt, że moja praca jest wydrukiem pierwotnym i oryginalnym, do tego wykonanym niewątpliwie w dacie mojego doktoratu, gdyż wskazują na to cechy m.in. papieru.
Redaktor S.A., który deformuje przekazy i interpretuje je po swojemu „zapomniał”, pewnie w imię „rzetelności” dziennikarskiej, że badana przez biegłego kserokopia nie nosi żadnych śladów oprawy, brak na niej śladów kleju, czy podobnych scalających substancji !!!

Przypomnę, że podstawą całej intrygi i lawiny kłamstw jaką rozpętała Małgorzata Chomicz miało być przekazanie jej przez prof. Adolfa Gwozdka oryginalnej, oprawionej „mojej” pracy !!!

Na co jednoznacznie wskazuje ekspertyza biegłego? Ano na to, że biegły nie badał pracy przekazanej M. Chomicz, tylko coś co ona przedstawiła jako przekazaną pracę. Czy samo to nie oznacza, że dopuściła się fałszerstwa?  Biegły w sposób pośredni potwierdził więc tezę, że M. Chomicz do oskarżeń, które anonimowo wysłała do CK, posłużyła się egzemplarzem, który nie był egzemplarzem otrzymanym od prof. Gwozdka, ponieważ ten był oprawiony !!!
Nie ma więc żadnej spójności w twierdzeniach Adama Sochy o obaleniu tezy fałszerstwa. Zapytam, co badał w takim razie biegły, jeśli nie badał pracy, którą przekazał Małgorzacie Chomicz prof. Gwozdek. Przypomnę, że prof. Gwozdek zaprzeczył, ze okazane mu luźne kartki ksero są tym egzemplarzem, który „ofiarował” M. Chomicz.
A Mały Wielki Manipulator S.A. śmie twierdzić, że biegły obalił moją tezę dowodową o sfałszowaniu mojej pracy, która okazała się kserówką !!!

"Prawdy mniej - kłamać lżej!" głosi popularne dziś hasło, chyba ulubione hasło Adama Sochy, którego nawet kolega po fachu z Tygodnika Powszechnego określa jako „faceta o rozbieganych oczach”.
Kiedyś Julian Tuwim powiedział „Błogosławiony, który nie mając nic do powiedzenia nie obleka te­go w słowa”. Sądzę, że Adam Socha powinien sobie wziąć do serca te słowa, szczególnie w kontekście wypowiedzi sędziego Przemysława Jagosza na temat jego „publicystyki” na ogłoszeniu wyroku w dniu 11 grudnia 2013r.



PS. Jeżeli macie Państwo jakieś informacje na temat tego, co dzieje się z postępowaniem dyscyplinarnym w sprawie plagiatu jakiego dopuściła się Małgorzata Chomicz, to proszę o informacje, bo zaległa cisza ;-)

wtorek, 11 marca 2014

CENTRALNA KOMISJA DO SPRAW STOPNI I TYTUŁÓW PRZEGRYWA Z PROF. OBARKIEM W WOJEWÓDZKIM SĄDZIE ADMINISTRACYJNYM W WARSZAWIE!!!



W dniu 11.03.2014 Sąd orzekł nieważność decyzji Centralnej Komisji, która uchylała korzystną dla mnie decyzję Rady Wydziału ASP utrzymującą w mocy posiadany przeze mnie stopień doktora.

Sąd zarzucił rażące naruszenie prawa przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów stwierdzając nieważność decyzji Centralnej Komisji, zarzucając jej brak jakichkolwiek podstaw prawnych do jej wydania. W uzasadnieniu ustnym WSA uznał postępwanie CK za dziwne i nie zgodne z Kodeksem Postępowania Administracyjnego.
 


Treść uzasadnienia przedstawię czytelnikom po otrzymaniu z sądu wyroku wraz z pisemnym uzasadnieniem. Tym samym skończyły się w dniu dzisiejszym z formalnego punktu widzenia wszystkie pomówienia mnie o plagiat w mojej Kwalifikacji I Stopnia (doktoratu).
 


P.S. Przewidując przegraną prawnik CK nie stawił się na rozprawie.

środa, 26 lutego 2014

PUSTY KAŁAMARZ 2 czyli kolejne manipulacje debaciarskiego blagiera!





Adam Jerzy Socha musiał ostatnio przeżyć ogromny szok, że nie otrzymał nagrody SDP o/Olsztyn do której sam zgłosił swoją kandydaturę. Szok ten musiał temu lokajskiemu dziennikarzynie niebywale pomieszać w głowie, i wydaje mi się, że proces ten jest już nieodwracalny, nie pomogą mu chyba już żadne leki. Ten „brukowy” ghostwritter  nie jest w stanie czytać ze zrozumieniem. Mało tego on chyba żyje w jakiejś wyimaginowanej rzeczywistości. To, że jest nierzetelny i kłamliwy to już wiem od czasu gdy Sąd orzekł, że musi mnie przepraszać za swoje konfabulacje i manipulacje tekstowe, ale że jest idiotą … to dla mnie nowa jakość.

Ponieważ ta działająca wyłącznie na zlecenia hiena dziennikarska w swoim ostatnim artykule bezczelnie kłamie pisząc, że Praca przypisana Obarkowi jest oryginalna. (Debata z dnia 26.02.2014), to poniżej zamieszczam całą treść opinii w sprawie kserówki przypisywanej mi pracy. Proszę czytelników o przeczytanie tego długiego poniekąd tekstu i poddanie własnej ocenie, faktu używania kserokopii przez Chomicz. Dla wyjaśnienia również podaję, że na najbliższej rozprawie odbędzie się przesłuchanie biegłego.

Proszę również o przeczytanie opinii pod kątem wypowiedzi Piotra Brzozowskiego dla Gazety.pl gdzie stosowana jest inna wersja manipulacji opinią, niegodną w żadnym stopniu człowieka, który stara się zdobyć uprawnienia radcy prawnego.









Bardziej zainteresowanych odsyłam do mojego wpisu pt. SUCHY KAŁAMARZ -czyli rzecz o dziennikarskiej rzetelności Adama Jerzego Sochy