środa, 6 listopada 2013

„Kozucha – Kłamczucha” czyli Wioletta Jaskólska w sądzie.

„Kłamczucha”
Taka duża, taka „mądra”
Taka sprytna i „rozsądna”
A gdy tylko mówić miała
To kłamała i zmyślała

Że od sexu można skonać
Że w Olsztynie Barcelona
Że rozumu ma za dwoje
Jak zje z rana ze dwa słoje
Że piękniejsza jest niż żaba
Że jak zechce może władać
Całym światem i planetą
Że jest chłopem, nie kobietą

O kim mowa? Już ci świta?
Oczywiście, to Wiolita!!!
Autor: gosiaW (grupa autorów Bej)

Doprawdy, do czasu zakończenia procesu Małgorzaty Chomicz nie chciałem się wypowiadać w kwestii toczącego się procesu, zeznań osób czy sytuacji jakie w trakcie procesu wystąpiły. Niestety, jak zwykle zostałem do tego sprowokowany kłamstwami i manipulacjami niejakiego Sochy, który nie pierwszy i nie ostatni raz fałszuje rzeczywistość.



"Niezależny prawicowy dziennikarz portalu Debata (tzw. ekspert)" Adam Jerzy Socha wykonujący płatne zlecenia dla SENATORA PLATFORMY OBYWATELSKIEJ RYSZARDA GÓRECKIEGO

No cóż widać, że to już taki typ, podłego i mizernego charakteru, który pod płaszczykiem niezależnego dziennikarza za pieniądze z biura senatorskiego wykonuje różne zlecenia, a któremu nie obce jest nawet krzywoprzysięstwo.

ATKUALIZACJA 08.11.2013



Po opublikowaniu w/w wpisu "niezależny prawicowy dziennikarz portalu Debata" Adam Jerzy Socha przyznał się do wykonywania płatnych zleceń dla SENATORA PLATFORMY OBYWATELSKIEJ RYSZARDA GÓRECKIEGO.

Ale aby nie zanudzać Czytelników moimi dygresjami powiem to czego Mały Wielki Manipulator nie napisał w swojej „rewelacji”, przepraszam relacji z rozprawy, a nie napisał wielu rzeczy, które M. chomicz stawiają w bardzo niekorzystnym świetle. Przypomnę, że do tej pory, po tym jak udowodniłem, że M. chomicz jest anonimem, co jest domeną ludzi z gruntu nieuczciwych, proces wykazał też jednoznacznie, że jest kłamczuchą. Na potrzeby procesu M. chomicz twierdziła, że do CK wysłała egzemplarz mojej pracy, który otrzymała od prof. Gwozdka ….tylko, że prof. Adolf Gwozdek zaprzeczył, że złożona przez Chomicz w sądzie praca jest tą pracą, którą jej przekazał.
Najzwyczajniej w świecie wyparł się tego, że praca którą posłużyła się w CK Małgorzata Chomicz oskarżając mnie o plagiat pochodzi od niego – zeznawał to pod przysięgą !
Dzisiaj M. chomicz próbowała wyjść jakoś z tego bagna, w które wpadła po uszy. Do tego celu miał jej posłużyć wezwany przez nią na świadka Aleksander Woźniak, który czytał dostarczoną M. chomicz przez prof. Gwozdka przypisywaną mi pracę.
No i kolejny cios …. dowód na kolejne kłamstwa  M. chomicz, Aleksander Woźniak pod przysięgą stwierdził, że praca którą ma Chomicz nie jest tą pracą co dostała od prof. Gwozdka !!! 
Ta którą przeczytał kończyła się zdaniem „w prostocie siła”, a tego zdania egzemplarz Chomicz nie zawiera.
No i co z tego robi hochsztapler Socha… pisze, że to zdanie jest, nawet wie gdzie … a brzmi ono tak: „Jest piękne powiedzenie Alberta Einsteina, które kiedyś zapamiętałem: Wszystko powinno się robić i wyrażać tak prosto, jak tyko to możliwe, lecz nie jeszcze prościej”.
Chyba trzeba być idiotą aby twierdzić, że to jest to samo zdanie. No ale cóż niewątpliwie jest to chory człowiek. Chory na nienawiść.
No to wtedy, chyba widząc tragiczną sytuację swojej klientki  pełnomocnik M. Chomicz zaproponował ugodę, no bo co było robić ? Jak wyjść z twarzą z takiej sytuacji, gdy wszyscy twierdzą że zostałem oskarżony przez  M. chomicz  na podstawie jakiegoś nieznanego im egzemplarza, że nie taki egzemplarz dostała.
Dlatego ustalona przed sądem ugoda wręcz stanowiła, że:
 „Pozwana Małgorzata Chomicz oświadcza iż po uzyskaniu egzemplarza pracy, której autorstwo zostało przypisane powodowi Piotrowi Obarkowi od osoby trzeciej, bez uprzedniego, dostatecznie dogłębnego sprawdzenia jej autetyczności wysłała ten egzemplarz do Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w Warszawie, co w dalszej konsekwencji spowodowało szereg negatywnych dla powoda skutków w szczególności w zakresie zaufania niezbędnego dla wykonywanego przez powoda zawodu nauczyciela akademickiego i za to pozwana wyraża szczere ubolewanie”
Do podpisania tej ugody niedoszło tylko dlatego, że M. chomicz odmówiła opublikowania treści ugody w …Debacie ! Wnioski wyciągnijcie Państwo sami.
I w tym kontekście w zupełnie innym świetle zaczyna wyglądać zeznanie W. Jaskólskiej, w którym mówi, że prof. Gwozdek wręczając jej pracę powiedział :„masz Gośka, zrób z tego użytek”… no to po raz kolejny osłupiałem,.. no chociaż może teraz kiedy to piszę, to rozumiem. Gośka zrobiła użytek na swój pokrętny i przewrotny sposób, tylko nie z tą pracą co do dostała od Gwozdka. Ciekawe.
No ale na zakończenie muszę się jakoś odnieść do mojego motta. Doprawdy ciekawe było, gdy zeznając pod przysięgą Kozuszka-Kłamczuszka Jaskólska na pytanie sądu, czy praca kwalifikacyjna może być w postaci luźnych kartek, czyli tak jak egzemplarz M. Chomicz,  z niewinną miną zeznawała:
Sama pisałam pracę i na I stopień, i na II, i miały identyczną formę. Nie robiłam żadnych okładek. Nawet wiele lat temu prace takie pisało się ręcznie, recenzje też. Nikt pracy nie podpisywał. Ja też nie podpisywałam.
No to mili Czytelnicy postąpię teraz jak dziennikarz śledczy i poniżej w postaci obrazkowej przypomnę tej pani jak wygląda jej praca….  





 Strona z własnoręcznym podpisem W. Jaskólskiej


Chyba , że to jest …. plagiat, Muszę zacząć czytać ten kilkustronnicowy dokument.



wtorek, 1 października 2013

BRAWO PANIE PROFESORZE CZACHOROWSKI

Zakłamanie 
Mówiąc ludziom prawdę w oczy
To po dynamicie kroczyć,
Każdy ci do oczu skacze,
Swoje kłamstwa woląc raczej. 
(autor nieznany)

Uniwersalna Formuła Spisku

W moim przekonaniu, obecnie środowisko akademickie, pomimo że  zobligowane uniwersyteckim etosem poszukiwania prawdy, dość sceptycznie odnosi się do zagadnienia prawdy; retoryczne pytanie: Quid est veritas? odbija się echem w wielu komentarzach mojego casusu.  

Czy znacie Państwo ostatnią powieść Umberta Ecco „Cmentarz w Pradze”?
Bohaterem tej powieści "(...) jest cyniczny fałszerz niejaki Simone Simonini. W powieści Simonini to niby pionek, ale za sprawą tego pionka możemy śledzić ruchy figur na potężnej szachownicy, szczególnie wtedy, gdy patrzymy na jego poczynania poprzez pryzmat jednego z dialogów, gdy carski agent Raczkowski tłumaczy Simoniniemu:

 „…Wróg, by mógł być rozpoznawalny, by budził postrach, musi żyć z nami pod jednym dachem, ewentualnie u progu domu. Opatrzność dała nam takiego wroga, więc używajmy go na Boga, módlmy się by zawsze był taki wróg, którego można się bać albo nienawidzić (…). Należy kultywować nienawiść jako obywatelską pasję. Wróg przyjacielem narodów. Potrzebny jest ktoś, kogo można by nienawidzić, żeby móc usprawiedliwić własną nędzę. Nienawiść to prawdziwa pierwotna pasja. Nienawiść rozgrzewa serca”.  „Odi ergo sum”- nienawidzę więc jestem.

(...)W tej arcyciekawej powieści Simonini jako wyznawca zacytowanej powyżej ideologii, pomiędzy innymi swoimi niegodziwościami, oddaje się z pietyzmem dziełu życia – falsyfikatowi, mającemu na celu zmianę istniejącego stanu rzeczy, i który na pewno da mu upragnionego wroga."

Włoskie pisma uznały „Cmentarz w Pradze” za powieść o władzy, potrzebie kontrolowania, o „atawistycznej mało szlachetnej potrzebie znalezienia kozła ofiarnego”, o tym „jak nikczemne gierki prowadzą do prześladowań”, i chyba co najważniejsze, „o kwestii relatywizmu moralnego i względności prawdy”, a „Corriere Della Sera” uznała tę lekturę jako „trening w dekodyfikacji oszustw współczesnego świata”.

Ecco w wywiadach nie ukrywa, że chciał pokazać,” jakimi kanałami płynie informacja, jak działają środki przekazu, jakie są mechanizmy tworzenia faktów. Opieranie się na niewiarygodnych źródłach, usuwanie dowodów, nieustanne tasowanie kart, podsycanie podejrzeń, pogłoski, insynuacje, operacje stolikowe”. A wszystko to po to, by „ zasypać czytelnika kolosalnymi bredniami i oderwać jego uwagę od prawdziwych wydarzeń”.

W jednym z najbardziej istotnych fragmentów książki Simonini wypowiada takie słowa „ Ludzie wierzą tylko w to co już wiedzą. Na tym polega piękno Uniwersalnej Formuły Spisku
Powtórzę bardzo przewrotnie za Umberto Ecco „ jestem starym profesorem, ale młodym bloggerem”.

Piszę blog, a ten w odróżnieniu od innych form literackich, nie prowadzi do konkluzji, raczej ujawnia sprzeczności. Chciałbym, aby Mój Czytelnik zobaczył, że wszystko to co dzieje się wokół casusu Obarka, zostało sfingowane zgodnie z Uniwersalną Formułą Spisku.

Jestem świadomy dwuznaczności, jakie mogą powstać na tym tle, ale moim zadaniem jest wymierzyć w tej sytuacji „naszym Simoninim” cios w żołądek. Powtórzę za Umberto Ecco, „Jeśli ktoś pisze rozprawę z chemii, może się spodziewać, że jakiś czytelnik wykorzysta ją, żeby otruć babcię. Zawsze znajdą się ci, którzy mają nieczyste zamiary. Ale oni nie potrzebują czytać (mojego bloga) dla poparcia swojej ideologii – wszystko, czego im trzeba znajdą w obiegu”.

Ostatnio przeczytałem, „że jest rzeczą naganną, nawet w obronie swojego imienia, obrażanie innych etc”. Ja zaś zapytam się, w którym miejscu mojego bloga minąłem się z prawdą. Relatywizm przytoczonej wypowiedzi jest wręcz oczywisty.

Szanowni Czytelnicy, gdy na początku 2012 r. Wojciech Kołakowski protegowany Wioletty Jaskólskiej  publicznie oświadczył, że musi działać, aby „wypie…… Obarka z funkcji dziekana”, specjalnie nikt się nie przejął, że zostałem obrażony .

Gdy w swoim Debatowym serialu Adam Socha nazywa mnie co raz kłamcą, złodziejem, łgarzem i osłem, to wtedy wszystko jest ok, wtedy nie ma argumentów ad personam. Tak można, a styl w jakim pisze jako zawodowy dziennikarz jest jakiego lotu?.

Gdy Małgorzata Chomicz wysyła anonim, zawierający kłamstwa i oszczerstwa i zanim list dotrze do adresata pędzi z tym do Debaty, to jest to wówczas godne postępowanie nauczyciela akademickiego i kompletnie nienaganne?.

Gdy Bogdan Bachmura ogłasza wszem i wobec, że jako człowiek zły, niegodny jestem „ciepłego przytuliska” jakim jest nasz UWM, to wydając takie sądy jest w porządku?
Doprawdy mógłbym takich przykładów mnożyć na kilka stron i wszystkie mam rzetelnie udokumentowane. Nawet pełnomocnik pozwanych, w odpowiedzi na pozew jaki skierowałem przeciwko Debacie przyznaje, że „publikacje Adama Sochy naruszyły dobro osobiste powoda”, czyli mnie.

Gdy udowadniam poszczególnymi etapami moją niewinność, gdy niezbicie wykazuję na swoim przykładzie nonsens zarzutów, gdy ujawniam manipulację, wówczas zaczyna grzmieć i błyskać na horyzoncie zdarzeń. Chyba truizmem będzie, że jest to istna moralność Kalego.

Jest taka piosenka Krzysztofa Daukszewicza
(…) W sali walnął bąk i nie był znad łąk,
Ale stał się cud, bo ktoś wyczuł smród,
Z ławy krzyknął ktoś, że tu nie wypada,

Znowu jedni hańba, hańba,
Na to drudzy zdrada, zdrada,
A tymczasem smród powędrował w lud.

Honor ważna rzecz kiedy spojrzysz wstecz,
Dziś, jak mawia cieć: Trza go wpierw mieć,
Ale skąd go brać, kiedy tak się składa.

Że jedni tylko hańba, hańba,
A na to drudzy zdrada, zdrada(…)

Moim zdaniem jest to świetna ilustracja, tego co się dzieje, gdy udaje mi się powoli oczyszczać  z błota jakim mnie obrzucono.

Ta piosenka ma jeszcze pointę.
Morał piosnki tej, że z takim nie pogadasz,
Który w głowie jedno ma
Hańba, hańba, zdrada, zdrada
Bo dojrzy bystry widz, że w głowie więcej nic.

Podobno, każdy widzi, to co chce widzieć.

Jeżeli Pan, Panie Profesorze Czachorowski z lektury mojego bloga wyciąga wniosek, że tacy są profesorowie w Kortowie lub taki jest UWM, to Pańska sprawa i to są Pańskie słowa. A ja proszę by nie imputować mi, że obrażam wszystkich profesorów i stawiam w złym świetle całe środowisko akademickie Olsztyna. Myślę, że jestem wyrazicielem poglądów wielu osób naszego środowiska, którym zależy na tym, aby nasza Uczelnia wolna była od donosicielstwa, anonimów fałszywych oskarżeń i kłamstwa, tych stolikowych intryg mających na celu niszczenie ludzi, a które z takim powodzeniem uprawia kilku członków naszej społeczności, przy wykorzystaniu swoich wpływów i znajomości. Ja się z tym nie godzę i uczciwie opisuję na blogu. Nie chcę aby w przyszłości powtórzył się ten scenariusz niszczenia ludzi i ich dorobku oraz autorytetu. Mam prawo nazywać rzeczy po imieniu, bo taka jest prawda.

A tak trochę populistycznie. Ciekawe jakby Pan  zareagował, Panie profesorze gdyby zarzucono Panu plagiat , popełnienie czynów kryminogennych i nieetycznych, gdyby rozpętano wokół Pana medialną nagonkę, gdyby zarzucono Panu kłamstwo i oszustwo.


Polecam lekturę „Cmentarza w Pradze”, tym bardziej, że Simone Simonini „wciąż krąży wśród nas”. 

sobota, 28 września 2013

MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA!

Z mądrością to także przesądy,
intelekt to chyba nie wszystko ...
Mężczyzna nie musi być mądry,
- wystarczy, jak ma stanowisko.”

Według M. Załuckiego.


Nie po raz pierwszy i pewnie nie po raz ostatni muszę powiedzieć swoje zdanie na temat kolejnych ataków na moją osobę ze strony władz Uczelni. 

Oczywiście mogę to zrobić jedynie w takiej formie jak mój blog, bo nie mam innej możliwości, chociaż chętnie wystąpiłbym na posiedzeniu Senatu i zaznajomiłbym Szanownych Senatorów z moim casusem.

A jak istotny jest ten casus niech świadczy fakt, iż w sprawozdaniu na stronie internetowej Senatu pod 12. wierszowym sprawozdaniem ze spraw kadrowych, aż 8 wierszy zostało poświęcone mojej skromnej osobie. Odnoszę wrażenie, parafrazując znany tekst piosenki „…A poza tym, nic na działkach się nie dzieje”.



Rektor UWM R. Górecki                   Prorektor UWM G. Białuński
Fot. zródło: www.uwm.edu.pl

Ale ad rem. Prorektor Białuński na ostatnim posiedzeniu Senatu w dniu 24 września 2013r. raczył zaznajomić obecnych, a także nieobecnych za pośrednictwem strony internetowej z orzeczeniem Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, z dnia 4 września 2013r., które zamieściłem również na moim blogu. Różnica polega jednak na tym, że pan Prorektor w swoim komentarzu do tego dokumentu ponaginał trochę fakty. No cóż, nie pierwszy to już raz. Pan Prorektor informuje wszem i wobec, że zapoznał Senatorów, z pismem skierowanym do rektora, w którym wyjaśniono rektorowi motywy podjętej decyzji”. Fantastyczne !!! Rozumiem, że Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego musiała się wytłumaczyć Rektorowi dlaczego nie zrealizowała jego … wytycznych, czy co?

Pan Prorektor raczył również zamieścić na stronie dwa skany przepisów jakie odnoszą się do mojej sprawy. Doprawdy, szczególna forma, szkoda tylko, że sam wcześniej przy nakładaniu w imieniu Rektora na mnie kary upomnienia nie zauważył tak istotnych szczegółów jak przytoczone na stronie artykuły. Coś kiepsko ze znajomością prawa Panie Prorektorze … do tego do spraw kadrowych. Ale spuśćmy zasłonę milczenia na indolencję prawną Pana Prorektora skoro również Szanowna Pani Przewodnicząca Komisji Dyscyplinarnej ds. Nauczycieli Akademickich przy UWM w swoim zacietrzewieniu przy wykonywaniu poleceń pominęła tak istotne przepisy kompromitując się na całą Polskę.

Doprawdy uważam, że jeżeli już do materiałów z posiedzenia Senatu powinno być coś dołączone, to z pewnością sprawozdania i dokumenty nad którymi obradowali Senatorowie Naszej Uczelni, a nie lichej jakości skany przepisów, ale to widocznie tylko szczegół.
Oczywiście z informacji prorektora Białuńskiego miało wynikać i stwarzać wrażenie dla osób niezorientowanych, jakoby Komisja Dyscyplinarna przy Radzie w sposób szczególny „tłumaczy się” rektorowi z podjętej decyzji. Zabieg jest oczywiście dosyć sprytny i jest kolejnym przekłamaniem i manipulacją władz Uczelni w tej sprawie.

Prorektor Białuński, komentując treść orzeczenia, robi ludziom „wodę z mózgu”.

Panie Prorektorze, sprawa została umorzona, ponieważ jako przedawniona, nigdy nie powinna być przedmiotem postępowania rozpętanego przez Rektora.

Dlaczego jednak Rektor zdecydował się wbrew oczywistym faktom prawnym zainicjować postępowanie pozostawiam ocenie Czytających te słowa, jak również to dlaczego kolejne organy Uczelni wykazały się taką indolencją prawną, mając nawiasem mówiąc, do dyspozycji profesjonalne służby prawne, co chyba obiektywnie w całości dyskredytuje ich do pełnienia funkcji.

Brak zrozumienia i dalsze udawanie, iż to Rektor miał rację w tym sporze, wobec oczywistych faktów wynikających z orzeczenia Komisji przy Radzie, jest żenujące i żałosne.
Panowie rektorzy, Górecki i Białuński, „kończcie waści i wstydu oszczędźcie! (sobie)” Jeżeli nadal nie rozumiecie lub, co gorsze, cynicznie „rżniecie głupa”, to wyjaśniam, co oznacza treść orzeczenia, z którego próbujecie wyciągnąć dla siebie pozytywne skutki prawne.

UMORZENIE PRZEZ KOMISJĘ PRZY RADZIE GŁÓWNEJ POSTĘPOWANIA DYSCYPLINARNEGO WOBEC MNIE W CAŁOŚCI OZNACZA, IŻ NALEŻY JE TRAKTOWAĆ ZA NIEBYŁE, INACZEJ MÓWIĄC, JAKBY NIGDY NIE ZOSTAŁO WSZCZĘTE, PONIEWAŻ WŁADZE UCZELNI, PROWADZĄC TAKIE POSTĘPOWANIE W CZASIE PRZEDAWNIENIA, DZIAŁAŁY BEZPRAWNIE, RAŻĄCO NARUSZAJĄC PRAWO !!!.

Tym samym za niebyłe należy uznać decyzję Prorektora Białuńskiego o nałożeniu kary upomnienia i orzeczenia komisji dyscyplinarnej przy UWM utrzymującej w mocy decyzję prorektora (a jakże inaczej!), które w tej sytuacji powinny natychmiast zostać usunięte z moich akt osobowych.

Mam już naprawdę serdecznie dosyć mobbingowania mnie przez władze Uczelni

Jeżeli to nie nastąpi, skieruję stosowne pozwy do sądu pracy, a dalsze propagowanie informacji, iż zarzuty są zasadne, ale się przedawniły, stanowi naruszenie moich dóbr osobistych, co spotka się ze stosowną reakcją prawną z mojej strony, a że takie zapowiedzi wprowadzane są przeze mnie w życie, wskazują prowadzone już procesy.

Myślę, iż toczące się postępowania przed sądem lub innym organem nigdy nie są obojętne dla oceny kandydata do najwyższych stanowisk w Państwie, w tym ministerialnych.

Jeszcze raz podkreślam, iż na żadnym etapie postępowania nie było możliwości badania zarzutów, które wobec mnie postawiono, a więc postępowanie dyscyplinarne z organami uczelni zakończyło się moją wygraną !!!, niezależnie od wysiłków drugiej strony, próbującej zdyskredytować mój sukces. W stawianych mi wyimaginowanych zarzutach brak jest jakichkolwiek podstaw prawnych do ukarania mnie.
Nie dopuściłem się również naruszenia jakiegokolwiek przepisu. Jeżeli tak jest to może w końcu się dowiem jakiego.!!!!

Reasumując stwierdzam, że kompromitacja władz Uczelni sięgnęła zenitu. 
Przy ujawnieniu takiej kompromitacji w czasach minionych ludzie honoru wiedzieli jak postąpić. 

Mam prawo wypowiadać się także w imieniu innych osób prześladowanych przez władze Uczelni, wystarczy rezygnacja z piastowanych funkcji i uwolnienie Uniwersytetu od takich rektorów i prorektorów, bo sytuacja wygląda jak w wierszyku „Telefon”...

TELEFON
(Autor zapomniany)

A dziś był telefon od ..Misia.
Ważny Misio co miał tchu
Ryczał “BEE!!” i ryczał “BUU!!”.
A co tam?
Do błota wpadł Hipopotam!
Wpadł?
Wpadł, biedaczysko i nie może wyleźć, bo ślisko.
A jeśli nikt nie pomoże,
Hipopotam utonie w bajorze,
Zginie, przepadnie, zostanie na dnie!!...

Och, ciężka to będzie robota
Pana Hipcia wyciągać z błota.



środa, 25 września 2013

Kompromitacja Małgorzaty Chomicz

Szyta grubymi nićmi intryga, w której główną rolę odgrywa „anonim” Małgorzata Chomicz rozpadła się dzisiaj jak domek z kart za sprawą Adolfa Gwozdka.

Adolf Gwozdek, występujący dzisiaj w roli świadka  mającego potwierdzić fakt, iż kserokopie zmanipulowanych luźnych kartek przypisywanego mi wykładu kwalifikacyjnego, którymi posługiwała się M. Chomicz, oczerniając mnie o plagiat kompletnie rozłożył swoimi zeznaniami pozwaną M. Chomicz.
Już na samym wstępie zaprzeczył tezie lansowanej przez Chomicz, że kartki te wręczył jej na spotkaniu jako moją pracę. Na pytanie sądu, czy takie kartki (pracę)przekazał pozwanej M. Chomicz oświadczył, że nie jest to ta sama praca jaką jej przekazał !!!, ponieważ to co przekazywał było oprawioną zwartą pracą, a nie tym co dostarczył w imieniu Chomicz jej pełnomocnik i co okazał mu sąd.  

Relacja z rozprawy GW OLSZTYN:


Wpadek Adolfa Gwozdka było dzisiaj dużo więcej. Pełnomocnik pozwanej Chomicz, aplikant Piotr Brzozowski dwoił się i troił aby przynajmniej Adolf Gwozdek przyznał, że ….. praca ta mogła być przecież  oprawiona, na co zareagował przewodniczy rozprawie Sędzia Wojciech Wacław, który uchylił sugestię pełnomocnika. Gdyby tego nie zrobił pewnie zostałbym posądzony, że to ja zerwałem okładkę kserówek  M.Chomicz.

W rezultacie całego przesłuchania Adolf Gwozdek stwierdził, że …. nie zna zawartości okazanej mu przez Sędziego pracy, chociaż wcześniej .. tzn. od 1997 roku traktował mój wykład  jako pracę naukową dla studentów. Prawda, że ciekawe?

W efekcie po tym jak mylił się  co do oprawy pracy porównując ją do leżących na stole sędziowskim akt sądowych …. rozpoznał: pierwszą stronę pracy, a odpowiadając na pytanie sądu po czym ją rozpoznaje stwierdził, że … po tytule, moim nazwisku i miejscu wydania. Po prostu super!!!

Świadek Adolf Gwozdek zaprzeczając tezom M. Chomicz co do mojego autorstwa posiadanej przez nią fałszywki kompletnie obnażył matactwa M. Chomicz ale nadal kwestią otwartą pozostaje kto dopuścił się fałszerstwa tekstu mojego wykładu. 

Mam nadzieję, że na następnej rozprawie poznamy kolejne fragmenty „Chomiczowej Intrygi”.


PS. Pełnomocnikowi M. Chomicz nie pomogła dzisiaj nawet „silna” delegacja „Debaty”, która swoją obecnością na sali sądowej miała za zadanie dodawać „animuszu” niejakiemu Adamowi Sosze, wezwanemu na świadka.



 Prezes Fundacji DEBATA z delegacją
 


 Świadek Adam Jerzy Socha z "Debaty" w akcji.

 




Ale więcej na ten temat napiszę niedługo ujawniając kłamstwa jakich dopuścił się ten notoryczny manipulator i kłamca zeznając pod przysięgą . 

sobota, 21 września 2013

Finał bezprawia na prawie

 Fiat iustitia et pereat mundus — sprawiedliwości musi się stać zadość (i przezwyciężyć pychę wielkich tego świata), choćby miał zginąć świat.

Tę sentencję i treść wpisu dedykuję specjalnie Pani prof. dr hab. Barbarze Przybylskiej- Gornowicz przewodniczącej Komisji Dyscyplinarnej ds. Nauczycieli Akademickich UWM w Olsztynie.


Wczoraj otrzymałem list, a właściwie pismo urzędowe i to nie z byle jakiej instytucji. Dwie czerwone pieczęcie  z Warszawy; jedna Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i druga znacznie bardziej intrygująca …. „Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego” zapowiadały ciekawą lekturę na weekend… i nie myliłem się.
Otóż 4 września 2013 r. wyżej wymieniona Komisja Dyscyplinarna, po rozpatrzeniu na posiedzeniu niejawnym mojego odwołania od orzeczenia „sławetnej” Komisji Dyscyplinarnej do Spraw Nauczycieli Akademickich Naszego Uniwersytetu postanowiła:

UMORZYĆ POSTĘPOWANIE DYSCYPLINARNE WOBEC OBWINIONEGO dr hab. PIOTRA OBARKA, prof. UWM czyli mnie.



Przypomnę, 7 marca 2013 r. JM Rektor Naszego Uniwersytetu powołując się na art. 141 ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” ukarał mnie karą upomnienia z tytułu naruszenia przeze mnie zasad etyki i zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy. Była to druga próba zdezawuowania mojej osoby w środowisku akademickim.
Pierwsza dotyczyła domniemanego mobbingowania przeze mnie Małgorzaty Chomicz autorki powszechnie znanego już anonimu i zakończyła się również umorzeniem postępowania ze względu na brak dostatecznych dowodów potwierdzających zasadność stawianych mi przez M. Chomicz zarzutów. 

Teraz Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej MNiSW jak widać zrobiła to samo, czyli umorzyła postępowanie w kwestii zarzucanych mi czynów.

JM Rektor ukarał mnie za „rażący przypadek nepotyzmu” . Teraz z perspektywy czasu brzmi to niemal jak groteska szczególnie wtedy, gdy jak wieść niesie po całym Uniwersytecie, znany dziennikarz zadaje  JM Rektorowi pytania:

„Jakie funkcje i na jakich Wydziałach i jednostkach UWM pracują członkowie rodziny Rektora Ryszarda Góreckiego: Janina Górecka i Monika Górecka? oraz dlaczego Przemysław Górecki, syn Rektora Ryszarda Góreckiego, jest zatrudniony na stanowisku adiunkta w katedrze Metod Matematycznych Informatyki, mimo że podczas ostatniej akredytacji Państwowa Komisja Akredytacyjna zakwestionowała jego uprawnienia?”

W moim przypadku  Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej MNiSW orzekła, że” jest zobligowana do umorzenia postępowania w całości”.


Na koniec mała dygresja – Pani prof. ( słowa te kieruję do Barbary Przybylskiej-Gornowicz), nie rozumiem z jakich powodów, wbrew oczywistym faktom prawnym i przepisom,  zdecydowała się Pani z determinacją godną lepszej sprawy podtrzymać orzeczoną w stosunku do mnie karę upomnienia, zamiast umorzyć postępowanie we własnym zakresie, ale może za odpowiedź powinna posłużyć przypisywana Senece myśl „gallus in suo sterquilinio plurimum potest -  kogut tylko na własnym gnojowisku dużo może”

środa, 4 września 2013

"ZNISZCZYĆ NAUKOWCA" Mariusz Kowalewski "UWAŻAM RZE"


 Pismo Rektora WUM ws. dr hab. Marka Wrońskiego do MINISTER KUDRYCKIEJ

źródło: https://www.facebook.com/mariusz.kowalewski.1004?ref=ts&fref=ts#!/photo.php?fbid=217738915057050&set=a.113006558863620.21835.100004628286491&type=1&theater



źródło: "Uważam RZE" Mariusz Kowalewski "Zniszczyć naukowca" 01.09.2013

poniedziałek, 2 września 2013

Oświadczenie prof. Piotra Obarka "Zniszczyć naukowca" tygodnik "Uważam RZ"

  
 


 

W dniu dzisiejszym ukazał się w tygodniku „Uważam Rze” artykuł Mariusza Kowalewskiego pt. „Zniszczyć naukowca” ujawniający mechanizm i instrumenty jakich używa się w systemie szkolnictwa wyższego do niszczenia autorytetów ludzi środowisk naukowych.
 
Mam pełną świadomość, że mój przypadek opisany przez Mariusza Kowalewskiego nie jest wyjątkiem, że to jedynie czubek góry lodowej. Dlatego sądzę, że w imię prawdy opinia publiczna winna być informowana ze wszystkimi szczegółami o tego typu sprawach aby w przyszłości przeciwdziałać takim podłym działaniom, które na podstawie niesprawdzonych i niepotwierdzonych fałszywych anonimowych informacji uruchamiają mechanizmy niszczenia ludzi i ich dorobku.

Pragnę poinformować wszystkich zainteresowanych, że podjąłem stosowne środki prawne w celu ochrony mojej reputacji. W chwili obecnej z mojego powództwa toczą się dwa postępowania sądowe, których celem jest przywrócenie mi dobrego imienia.     

Mam nadzieję, że odpowiednie instytucje nie zbagatelizują tego sygnału  i podejmą stosowne działania aby w przyszłości podobne zdarzenia nie miały miejsca.