niedziela, 2 czerwca 2013

BEZPRAWIE NA PRAWIE

Postanowiono w lesie wreszcie wydać prawa.
Co może robić niedźwiedź, co lis, co trawa.
Uradzono przepisy, nowele, ustawy,
Osobno dla niedźwiedzi, dla lisów, dla trawy.
A potem prawodawcy, co prawa wydali,
Schodzili w bok przed misiem, a trawę deptali...

Jan Sztaudynger

Bezprawie na prawie, czyli słów kilka o deptaniu trawy.

Ostatnio dużo się dzieje. A nie dzieje się bez przyczyny, tylko dzięki wytężonej pracy wielu osób, której efektów nie powstydziłby się mistrz teatru absurdu sam Sławomir Mrożek. Zacznę więc od początku.

Dokument pod nazwą „Stanowisko Zespołu Orzekającego Komisji Etyki” z dnia 10 lipca 2012r. powszechnie znany uważnym czytelnikom „Debaty” dzięki „staraniom” mojego „ulubionego” redaktora Manipulatora Adama Sochy, który „po wielu miesiącach oczekiwania i wymianie wielu pism (…) otrzymał od prorektora UWM, pana prof. Grzegorza Białuńskiego”,… po ośmiu miesiącach od wydania ma obecnie swój epilog.

Ze względu na to, „że Kolegium Rektorskie uznało za stosowne jeszcze raz powrócić (sic!) do sprawy rozpatrywanej przez Komisję Etyki” , jak oznajmił mi Pan Prorektor prof. Białuński, zostałem przez niego ukarany  „karą upomnienia z tytułu naruszenia zasad etyki i zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy.”

Doprawdy, niezły tekst.

Zobaczmy więc na czym miało polegać moje naruszenie zasad współżycia społecznego i zasad etyki.

Z krótkiego szesnastolinijkowego uzasadnienia dowiedziałem się, że naruszyłem punkt I.11 Kodeksu dobrych obyczajów i zasad etycznego postępowania pracowników i studentów Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego w Olsztynie, ze względu na upublicznianie na stronie internetowej Wydziału oraz odczytanie na zebraniach, korespondencji z rektorem, a zawierającej szereg informacji nieprawdziwych lub niesprawdzonych.

Przyznam, że trochę się pogubiłem. Sformułowanie zarzutu w takiej formie, bez konkretnego opisu sposobu naruszenia i braku wskazania jakie pisma zostały upublicznione, które informacje były w nich nieprawdziwe, stanowi niewątpliwie moim zdaniem ….„deptanie trawy”.

Drugim naruszeniem ma być oczywiste naruszenie punktu II.4 wspomnianego wyżej kodeksu, polegające na tym, że byłem promotorem pracy licencjackiej mojego syna, co zostało uznane w uzasadnieniu za rażący przypadek nepotyzmu.
Dla jasności sytuacji pozwolę sobie zacytować ten punkt, którego treść brzmi następująco:

„Kształtowaniu i utwierdzaniu właściwych relacji między członkami wspólnoty akademickiej winna towarzyszyć możliwie największa przejrzystość kompetencyjna. Należy o nią zabiegać zarówno w wymiarze personalnym, jak i instytucjonalnym. Pozwoli to skutecznie eliminować nadużywanie stanowisk i funkcji, zjawisko lobbingu, nepotyzmu oraz zachowania korupcjogenne. Eliminowanie tego rodzaju negatywnych zjawisk należy do podstawowych powinności każdego członka społeczności uniwersyteckiej.”

Z pewnością fakt bycia promotorem pracy dyplomowej syna nie narusza obowiązujących przepisów, nie stanowi także nadużycia stanowiska czy funkcji, nie jest lobbingiem, nepotyzmem oraz zachowaniem korupcjogennym.

Dla pełnego zobrazowania groteskowości zaistniałej sytuacji pozwolę sobie na zacytowanie oficjalnego stanowiska  władz UWM w sprawie nepotyzmu na naszej Uczelni, jakie na prośbę JM Rektora zaprezentowane zostało w piśmie podpisanym przez Pana Prorektora prof. Białuńskiego do redaktora poczytnego tygodnika (UWM-PKa.0173.198.2013)

„(…)Pragnę Panu wyjaśnić, że podstawowy przepis prawny odnośnie nepotyzmu na uczelni wyższej określa art. 118. ust. 7 ustawy prawo o szkolnictwie wyższym. Zacytuję: „Pomiędzy nauczycielem akademickim, a zatrudnionym w tej samej uczelni jego małżonkiem, krewnym lub powinowatym do drugiego stopnia włącznie oraz osobą pozostającą w stosunku przysposobienia, opieki lub kurateli, nie może powstać stosunek bezpośredniej podległości służbowej. Nie dotyczy to osób pełniących funkcje organów jednoosobowych uczelni, dla których ustawa przewiduje powoływanie ich w drodze wyborów.” Został znowelizowany 18 marca 2011 roku i wszedł w życie 1 października 2011, dlatego, jeśli Pan pozwoli, odniosę się szerzej do tej kwestii. Otóż w polskim prawie nie ma definicji legalnej nepotyzmu. Prawo takiego pojęcia nie zna. Np. CBA podaje na swoich stronach, że nepotyzm to nadużycie zajmowanego stanowiska przez faworyzowanie, protegowanie krewnych, ulubieńców, itp. Czyli, z nepotyzmem mamy do czynienia wówczas, gdy: następuje przekroczenie uprawnień w wyniku których dochodzi do dyskryminacji przy zatrudnianiu. O przekroczeniu uprawnień mówi zresztą art. 231 kodeksu karnego, natomiast dyskryminację w zatrudnieniu określa art. 18 z indeksem 3a kodeksu pracy. Nie wnikając w głębsze niuanse prawne, nepotyzm jest wówczas, gdy ktoś zatrudnia swoją rodzinę mimo tego, że przepisy wyraźnie mu tego zabraniają, lub w sytuacji, gdy np. do konkursu stają dwie osoby o równych kwalifikacjach i bez merytorycznego uzasadnienia wybrana jest osoba spokrewniona lub znajoma”.

Prawda, że niezła korelacja?!

Pomijając w tym miejscu bardzo kontrowersyjną przyczynę nałożonej na mnie kary i jakikolwiek brak jej merytorycznego uzasadnienia uznałem, że skoro art. 144 w ust. 2 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym  stanowi, że postępowanie dyscyplinarne nie może być wszczęte po upływie sześciu miesięcy od dnia powzięcia przez rektora wiadomości o popełnieniu czynu uzasadniającego nałożenie kary, to mogę  skutecznie odwołać się od nałożonej kary upomnienia.
O sancta simplicitas! - o święta naiwności!

Pani Przewodnicząca składu orzekającego w trakcie posiedzenia wniwecz obróciła moje nadzieje, autorytarnie stwierdzając, że „zwyczaje akademickie panujące na naszej Uczelni nie pozwalają na umorzenie postępowania w sprawie, w której inicjatorem postępowania nie jest rzecznik dyscyplinarny …a obwiniony” (sic!)

Cóż za wspaniały zwyczaj jaki etos, …po prostu słów mi brak. Jestem artystą i do tego uznanym, jak w jednym ze swoich ostatnich dokumentów stwierdziła Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów,  dlatego moja wrażliwość artystyczna burzy się na owe „deptanie trawy”.

Kiedyś dawno temu były w modzie na trawnikach tabliczki z napisem „SZANUJ ZIELEŃ” … i to jest Pani Przewodnicząca pro memoria ZWYCZAJ, który powinien stać się zwyczajem akademickim, etyczna zasada postępowania wyrażająca tę ogólną prawdę o poszanowaniu prawa na naszym Uniwersytecie.

Nie była to jednak jedyna perełka jaka zalśniła w tym dniu na Wielkim Trawniku Inkwizycyjnej Sali. W trakcie posiedzenia  stwierdzono, że w sytuacji profesora Obarka mamy do czynienia z takim nepotyzmem,… którego nawet ustawodawca nie przewidział (sic!).

Nolens volens - chcąc nie chcąc, za pomocą tych dwóch koronnych argumentów utrzymano w mocy nałożoną na mnie karę upomnienia.

Roma locuta, causa finta - niezła farsa, ale jak mówi klasyk przedstawienie niech trwa – sprawą może zajmie w miarę szybko Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego, gdzie złożyłem odwołanie.

No i wreszcie na koniec dzisiejszej polemiki, aby nie zanudzić Czytelników -wisienka na torcie. Debata donosi….”Praca Piotra Obarka odnaleziona” „Fundacja „Debata” przekazała Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w Warszawie notarialnie poświadczoną kopię oryginału (dlaczego tylko kopię!!!!! podkreślenie moje) wykładu kwalifikacyjnego I stopnia (pracy teoretycznej doktorskiej) dra hab. Piotra Obarka, prof. UWM: „Plakat przewrotnym obrazem rzeczywistości”.

Tu już nie chodzi o zwykłe „deptanie trawy”, tutaj mamy do czynienia z najbardziej perfidną i oszczerczą kampanią jaką manipulator Socha był w stanie przedsięwziąć. Więc zanim ten mały podły człowiek rozpocznie kolejne ogólnopolskie larum, że szkaluję i znieważam osoby zajmujące się z urzędu sprawą sfabrykowanych plagiatowych zarzutów, ogólnie przedstawię jak się sprawy miały, bo mam zgoła odmienny pogląd na tę kolejną prowokację.

To nie ja szkaluję i znieważam różne osoby, to manipulacyjne działania Sochy doprowadziły do naruszenia mojej godności i dobrego imienia i to ja jestem ciągle zastraszany i mobbingowany każdym tekstem podpisanym przez tego nikczemnego człowieka, który działając z pełną świadomością, nie dysponując żadnymi dowodami ani orzeczeniami właściwych organów przesądza i osądza podając nieprawdziwe informacje, za które już raz musiał przepraszać że przypomnę wyssane z jego brudnego palca informacje o stosowanym jakoby przeze mnie mobbingu, moich rzekomych awanturach w Urzędzie Marszałkowskim, czy polskim konsulacie.

Przesłuchiwany w listopadzie 2012r. w ramach prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Warszawie postępowania, jakie zostało wszczęte na mój wniosek, a dotyczącego zaginięcia tekstu wykładu, pan Manipulator oświadczył „nigdy nie dysponowałem oryginałem tejże pracy kwalifikacyjnej” i teraz co, po miesiącach przygotowań, zajawkach Bachmury w stylu  „To tutaj, w pięknym grodzie na Łyną, wszyscy milcząco przyglądają się groteskowym poszukiwaniom przez Piotra Obarka jego zaginionej na ASP pracy doktorskiej” praca się odnalazła? To co zostało anonimowo przesłane swojego czasu do CK- ksero podróbka ?

Z jakim kolejnym fałszerstwem mamy teraz do czynienia i to akurat dwa dni po tym, jak wniosłem przeciwko Fundacji Debata i jej redaktorom powództwo do Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Sprawa z pewnością więc dojrzała, aby zabrali się za nią fachowcy z Prokuratury w kontekście przepisów Kodeksu karnego o fałszowaniu dokumentów.

Mały Manipulatorze, znasz z pewnością aforyzm G.H. Lichtenberga, że nie kłamstwa, lecz bardzo subtelne fałszywe uwagi wstrzymują pochód prawdy. Też umiem posłużyć się cytatami i znam Bułhakowa, dlatego go zacytuję: Zbyt mnie straszy­li i te­raz niczym już przes­traszyć nie są w stanie. 

Rękopisy nie płoną ale jeden powinien… spalić się ze wstydu.

P.S. Niedługo na blogu odniosę się do całości sprawy „plagiatu”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz