Urodzony w 1953r. w Działdowie. Studia na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie, dyplom w 1977r. w Pracowni Plakatu prof. Henryka Tomaszewskiego. Zajmuje się plakatem, grafiką użytkową, aranżacją wnętrz i wystaw, malarstwem, rysunkiem i rzeźbą. Obecnie pracuje na stanowisku profesora nadzwyczajnego UWM, kieruje Pracownią Projektowania Graficznego na Wydziale Sztuki. Od 2005 r. pełnił funkcję Prodziekana na Wydziale Nauk Społecznych i Sztuki UWM, a od 2009 r. funkcję Dziekana na Wydziale Sztuki UWM.
poniedziałek, 13 lipca 2015
piątek, 3 lipca 2015
Wawelska głowa czyli rzecz o królu i kneblu.
Jest bardzo
niebezpiecznie mieć rację w sprawach, w
których możni tego świata nie mają racji.
G.C.Lichtenberg
Będąc swego czasu w
Krakowie, kupiłem sobie najsłynniejszą replikę kasetonowej rzeźby stropu Sali Poselskiej
wawelskiego zamku przedstawiającą głowę kobiety z przepaską na ustach lub jak
kto woli, z zasłoniętymi ustami. Istnieje wiele legend i opowieści związanych z
tym dziełem Sebastiana Tauerbacha. Najpopularniejsza opowiada, że są takie
sytuacje, że nawet wtedy, gdy kapryśny władca uznaje, że posłuszeństwo
jest wartością absolutną, znajdzie się
taka głowa, która przemówi w słusznej sprawie, nawet wtedy gdy zostanie za to
ukarana i na królewski rozkaz zasłoni jej się usta, aby już nigdy nic nie powiedziała.
Żaden król nie lubi gdy się go strofuje. Fantastyczna pointa legendy.
Od dawna tak było, że zasłanianie
ust, a właściwie ich zamykanie, jest jedynym wyjściem dla tych, którzy mają coś
do ukrycia.
Przez dłuższy czas nie prowadziłem
swojego bloga, ponieważ wiele osób z otoczenia władcy „życzliwie” doradzało mi,
abym z tym skończył, że jest to jedyna droga, aby uspokoić eskalację agresji
skierowanej przeciwko mnie i mojej rodzinie. Owa „życzliwość” była wprost
proporcjonalna do pojawiania się w internecie informacji demaskujących
obyczajowo - sądowe tajemnice władcy.
Ta zuchwała zakneblowana wawelska
główka ma dla mnie ogromne znaczenie symboliczne. Cenzura prewencyjna w postaci
knebla może dotknąć każdego, (nawet drewnianą rzeźbę), przeciwko komu władca
zdecyduje się zmobilizować siły polityczne i instytucje o dużych wpływach nie
wykluczając w tym również tzw. władzy sądowniczej. W tym kontekście, casus sędziego Sądu Okręgowego w
Olsztynie Wojciecha Wacława lub jak kto woli Wacława Wojciecha, opiszę na
poparcie tej tezy osobno i niedługo.
Teraz powrócę jednak do przerwanych
wątków blogowych.
Po wieloletnich nieudanych próbach
zdyskredytowania mnie, władca rękoma swoich najwierniejszych dworaków w osobach
Adama Sochy – płatnego skryby władcy z olsztyńskiego „wolnego słowa” i Bogdana
Bachmury – emitenta tegoż „wolnego słowa”, zarzucili mi popełnienie plagiatu w
moim przewodzie habilitacyjnym. Oczywiście oskarżenie pojawiło się w momencie,
gdy po analogicznych fałszywych zarzutach, ale dotyczących mojego doktoratu,
Rada Wydziału Grafiki warszawskiej ASP utrzymała w mocy uchwałę o nadaniu mi
stopnia doktora, a Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie (!) stwierdził, że
uchwała Rady Wydziału Grafiki ASP jest zgodna z prawem. Władca i jego dworacy
ponieśli klęskę, a tego żaden król nie lubi. Na marginesie dodam, że w akcie
bezsilnej złości Szambelan władcy oświadczył, że nie zezwala na zamieszczenie
mojego oświadczenia na stronie internetowej UWM w którym jedynie informowałem o
utrzymaniu mojego stopnia naukowego przez ASP w Warszawie. No cóż, cenzura
prewencyjna wbrew dobrym obyczajom zadziałała. Przecież Obarkowa racja nie może
być „na wierzchu”.
Nauka z doktoratem nie poszła w las,
tym razem władca zmobilizował nie tylko instytucje o dużych wpływach, ale i
rozpoczął działania na „swoich” włościach. UWM-owowski kauzyperda do
specjalnych poruczeń, w osobie prof. Bohdana Łukaszewicza, rozpoczął procedurę inquisitio
haeretica, której epilogiem było
swoiste auto da fe, jakobym w 2001 r. przed Radą Wydziału Grafiki ASP w
Warszawie, „w sposób świadomy i zamierzony przedstawił w swoim przewodzie
habilitacyjnym wykład (! zaakcentowanie moje) będący pracą niesamodzielną,
noszącą znamiona plagiatu, powstałą z naruszeniem prawa”.
Na nic
argumenty prawne, na nic logika, że wygłaszając
wykład w 2001 r. nie mogłem nikogo splagiatować, że wykładu nie można porównać z pracami naukowymi.
Władca każe – sługa musi. Prof. Łukaszewicz „zadecydował” – pozbawić mnie prawa
wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego! – Złamać niepokornego !
Raz
wprowadzony w ruch UWM-owski system „sądowniczy” w swojej indolencji prawnej
rozpędzał się bezkarnie coraz bardziej. Szambelan władcy wydał dyspozycje.
Skazać Obarka! Już się nie podniesie. No i stało się. W styczniu bieżącego roku,
Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli Akademickich Uniwersytetu Warmińsko
Mazurskiego w Olsztynie, której przewodniczył prof. Andrzej Staniszewski,
orzekła o uznaniu mnie winnym zarzucanych mi przez A. Sochę i B. Bachmurę
„przewinień dyscyplinarnych” i wymierzyła mi karę „pozbawienia prawa do
wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego”.
No i się
zaczęło. Propaganda medialna władcy ruszyła. „Wolne słowo” Olsztyna Bogdana
Bachmury po nauczce w przegranym procesie, kiedy przez miesiąc zamieszczało
orzeczone sądowym wyrokiem przeprosiny, ostrożniej dobierało słowa, ale i tak
nie obyło się bez manipulacji i przekłamań w Adamowej tffu…rczości. Nawet
Gazeta Wyborcza udostępniła swoje łamy
dla informacji o tym „wydarzeniu”. Posłuszny wasal red. Marcin Wojciechowski
(GAZETA WYBORCZA OLSZTYN), jak już
wcześniej bywało odbierał swoją wierszówkową zapłatę za pierwszostronnicowe
newsy. Czasami odnosiłem wrażenie, ze słynna afera taśmowa nie cieszy się takim
powodzeniem wśród dziennikarzy, co moja skromna osoba. Co ciekawe,
zainteresowanie olsztyńskich „wolnych mediów” tematem gwałtownie opadło, a
właściwie uszło z nich całkowicie powietrze, jak z przebitego balonika, kiedy
dowiedzieli się o moim uniewinnieniu.
Zamilkł nasz dzielny skryba Adam Socha,
chyba ta hiobowa wieść musiała zablokować klawisze w jego sprzęcie. A może
lepkie paluszki, nawykłe do preparowania innego rodzaju wiadomości, odmówiły
nagle współpracy z zszokowanym organizmem. Zamilkł i zapadł się pod ziemię również
Marcin Wojciechowski (GAZETA WYBORCZA OLSZTYN), który zapomniał o dziennikarskiej rzetelności i
zwykłej ludzkiej przyzwoitości. „Dzielny kamrat” Adama Sochy, „rzetelny
wyznawca wolnego słowa”
W lutym
bieżącego roku wniosłem odwołanie od tego haniebnego orzeczenia do Komisji
Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która po
przeprowadzeniu rozprawy , wydała orzeczenie, w którym uniewinniła mnie od
zarzutu stawianego mi przez A.Sochę i B. Bachmurę. W uzasadnieniu
Przewodniczący składu orzekającego stwierdził, że zarówno rzecznik, jak i
komisja dyscyplinarna naszej Uczelni rozpatrując sprawę rażąco naruszyła
przepisy postępowania i co najważniejsze, komisja dyscyplinarna UWM,
rozstrzygając wniosek rzecznika dyscyplinarnego nie miała i nie przedstawiła
żadnego dowodu potwierdzającego moją winę ! Głowa wawelska przemówiła w obronie
fałszywie oskarżonego.
A więc w profesorskim majestacie zostałem skazany na naszej Uczelni bez dowodów potwierdzających oskarżenie!!! Vivat academia, vivat profesores!
W kontekście całej tej sprawy przypominam sobie pewien fragment wiersza Norwida, Czy ten ptak gniazdo kala, co je kala, czy ten co mówić o tym nie pozwala? A na stronach internetowych naszego Uniwersytetu jak zwykle nie ma żadnej wzmianki, że zostałem uniewinniony.
PS.
Pewnym odpryskiem mojej sprawy
dyscyplinarnej jest fakt, że w dniu 27 lutego br. Minister Nauki i Szkolnictwa
Wyższego powołał Rzecznika Dyscyplinarnego, który wszczął dyscyplinarne
postępowanie wyjaśniające przeciwko prof. Grzegorzowi Białuńskiemu –
prorektorowi ds. kadr oraz prof. Andrzejowi Staniszewskiemu - przewodniczącemu
składu orzekającego komisji dyscyplinarnej UWM. Ale o tym lokalni dziennikarze
„wolnego słowa” i media w Olsztynie też
milczą.
wtorek, 23 czerwca 2015
PIOTR OBAREK UNIEWINNIONY!
W poniedziałek 22 czerwca 2015r. w Warszawie, przed pięcioosobową Komisją Dyscyplinarną przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, odbyła się rozprawa w sprawie dr. hab. Piotra Obarka – nauczyciela akademickiego Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie i byłego dziekana Wydziału Sztuki, której przedmiotem było rozpatrzenie odwołania Piotra Obarka od orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli Akademickich UWM, na mocy którego został uznany winnym popełnienia plagiatu pracy habilitacyjnej i za to przewinienie został pozbawiony prawa wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na 2 lata.
Członkowie Komisji, po dwugodzinnej
rozprawie odwoławczej, na którą stawił się obwiniony wraz z obrońcą – radcą
prawną Małgorzatą Necel-Gizowską, jednogłośnie uznali, iż Piotr Obarek jest
niewinny popełnienia plagiatu.
Przewodniczący składu orzekającego –
dr hab. Ireneusz Nowikowski, w ustnym uzasadnieniu podkreślił znaczną ilość
błędów formalno-prawnych popełnionych przez rzecznika dyscyplinarnego i komisję
dyscyplinarną UWM oraz fakt, że przedstawiony materiał dowodowy nie daje absolutnie
żadnych podstaw do uznania Piotra Obarka za winnego, a tym samym do utrzymania
orzeczenia w mocy.
Uniewinnienie Piotra Obarka jest ostateczne, co oznacza, iż
nie podlega zaskarżeniu.
MEDIA O SPRAWIE:
http://www.olsztyn.com.pl/artykul,obarek-uniewinniony-nie-popelnil-plagiatu,18915.html
http://ro.com.pl/decyzja-w-sprawie-prof-piotra-obarka/01216700
http://olsztyn.tvp.pl/20611447/oskarzony-profesor-uwm-uznany-za-niewinnego
MEDIA O SPRAWIE:
http://www.olsztyn.com.pl/artykul,obarek-uniewinniony-nie-popelnil-plagiatu,18915.html
http://ro.com.pl/decyzja-w-sprawie-prof-piotra-obarka/01216700
http://olsztyn.tvp.pl/20611447/oskarzony-profesor-uwm-uznany-za-niewinnego
poniedziałek, 16 lutego 2015
poniedziałek, 13 października 2014
„Karmienie trolla” czyli krótka rzecz o trollingu Adama Jerzego Sochy
„Honores mutant mores.”
„Zaszczyty
zmieniają obyczaje.”
Plutarch
Adam Jerzy Socha,
oficjalnie były już „niekomercyjny” dziennikarz „Debaty” po raz kolejny nie
wytrzymał i z okazji uhonorowania mnie przez Rektora, Ryszarda Góreckiego medalem
za wkład w tworzenie i rozwój naszego Uniwersytetu, oczywiście pod „maską”
Redakcji, z delikatnością tępego topora próbuje z uporem godnym lepszej sprawy (na łamach Debaty, czterdziesty ósmy raz w przeciągu dwóch lat) dać wyraz swojej
nienawiści do mojej osoby. Bardzo cenię sobie
przyznane mi wyróżnienie, ponieważ jest to docenienie mojej sumiennej pracy
nauczyciela akademickiego.
Jest to, jak to wyraził
Rektor Górecki, podziękowanie za zaangażowanie w pracę, dzięki której „Uniwersytet
Warmińsko-Mazurski stał się kulturotwórczym centrum regionu i wiele wnosi do
jego dorobku w dziedzinie sztuki, muzyki i tańca, teatru i literatury”.
Dlatego uporczywe trollowanie
Adama J. Sochy mające na celu wywołanie
skłócenia mnie z moim środowiskiem akademickim budzi moją odrazę i sprzeciw. Nie
dziwię się, że temu specjaliście od nienawiści (hajterowi) zakazano publikacji
w szeregu tytułów prasowych.
Sądzę, że
społeczeństwo obywatelskie z powodzeniem obejdzie się bez trollowania Adama
Jerzego Sochy i będzie to niewątpliwym pożytkiem dla naszej społeczności.
Panie
Adamie Jerzy Socha, w Listach moralnych
Seneki jest taka sentencja, że „największą władzą jest panowanie nad sobą”.
Jeżeli jest Pan jeszcze w stanie racjonalnie i logicznie myśleć, to niech Pan
weźmie to pod rozwagę.
PS.
Za Wikipedią przytaczam definicję
trollingu:
Trollowanie (trolling) – zachowanie antyspołeczne
polegające na wysyłaniu napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych
przekazów, czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych.
Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty,
która doprowadzić mogłaby do wywołania kłótni lub dyskusji.
Trollowanie jest złamaniem jednej z
podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest (…) skupienie
uwagi na trollującej osobie.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
DEBATA (BOGDAN BACHMURA, ADAM SOCHA) PRZEPRASZAJĄ PROF. OBARKA - WYROK PRAWOMOCNY!
Wyrokiem z dnia 11
czerwca 2014r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku oddalił apelację Adama Sochy i
Bogdana Bachmury – prezesa Fundacji „Debata” wsprawie z powództwa Piotra Obarka
o ochronę dóbr osobistych.Oznacza to, że wyrok I instancji w tej sprawie – Sądu
Okręgowego w Olsztynie z dnia 11 grudnia 2013r., jest ostateczny i wykonalny.
Na mocy tego wyroku natychmiast i bez dodatkowych wezwań ze strony Piotra
Obarka:
1. pozwani Adam Socha i
Bogdan Bachmura prezes Fundacji „Debata”
mają na portalu internetowym WWW.debata.olsztyn.pl przeprosić Piotra Obarka
za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez pomówienie o popełnienie plagiatu, w
artykułach autorstwa A. Sochy, opublikowanych na portal „Debata”;
2. pozwani mają ponadto
usunąć z portalu artykuły „Obarek kłamie!” I „Jednak plagiat!” wraz z
towarzyszącymi im komentarzami.
Adam Socha nadal atakuje
mnie w niewybredny sposób, zarzucając mi, że inspiruję działania przeciw
rektorowi UWM Ryszardowi Góreckiemu, oskarża mnie bezzasadnie o kolejne
plagiaty, a na prywatnych forach społecznościowych nazywa mnie plagiatorem. Do
tej pory wszystkie ataki Adama Sochy i Fundacji "Debata" skończyły
się niepowodzeniami, a Sąd ocenił dziennikarstwo Adama Sochy jako nierzetelne i
pozostające na granicy dobrego smaku, co
charakterystyczne jest dla prasy określanej mianem brukowej. W tej sytuacji nie
wykluczam podjęcia dalszych działań prawnych w celu obrony moich dóbr
osobistych.
Dodatkowo należy
nadmienić, iż praca, którą posługiwał się Adam Socha, nie tylko że nie była
mojego autorstwa, ale stanowiła kserokopię, którą Adam Socha przedstawił notariuszowi
jako oryginał, uzyskując jej notarialne potwierdzenie. Ta sprawa wymagać będzie
wyjaśnienia przez stosowne organy.
czwartek, 15 maja 2014
Uniwersytecka „pomroczność jasna”, czyli rzecz o plagiacie Małgorzaty Chomicz … i nie tylko.
Lecz gdy ludzie spali, przyszedł
nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło
kłosy, wtedy pojawił się i chwast.
Czy pamiętacie Państwo termin „pomroczność
jasna”? Ten synonim wybiegów i sztuczek prawnych, mających uchronić prominentną osobę przed
odpowiedzialnością za czyny i słowa, przeżywa dziś istny renesans na naszym
Uniwersytecie … i to chyba nie tylko za sprawą ostatniego postanowienia
rzecznika dyscyplinarnego ds. nauczycieli akademickich UWM pana profesora
Bohdana Łukaszewicza.
No, ale od początku. Wczoraj otrzymałem pismo datowane 7 maja 2014r.
(uważnych Czytelników proszę o zwrócenie uwagi na datę pisma), podpisane przez
prorektora ds. kadr prof. Grzegorza Białuńskiego, informujące mnie o wydaniu
postanowienia przez prof. Łukaszewicza w
sprawie zarzucanego Małgorzacie Chomicz plagiatu, lub jak to bardziej
eufemistycznie zostało określone, „przedstawienia w 1992 r. pracy
niesamodzielnej noszącej znamiona plagiatu”. Do pisma załączone zostało ksero
postanowienia prof. Łukaszewicza.
Z racji wielokrotnego oskarżania mnie o wszystko, w tym również o
plagiat, jako osoba dosyć dobrze zaznajomiona z tą problematyką, nie mogłem
uwierzyć własnym oczom czytając ten
wytwór „pomroczności jasnej” jakim jest owo postanowienie. Pan prof. Bohdan Łukaszewicz
umorzył postępowanie wyjaśniające w sprawie zarzucanego dr hab. Małgorzacie
Chomicz popełnienia plagiatu … ze względu na to .. że popełniła plagiat w dobrej wierze !!!
Jak wynika z uzasadnienia postanowienia, Małgorzata Chomicz odmówiła
złożenia wyjaśnień prof. Łukaszewiczowi, a opinie w tej sprawie wyrazili radca
prawny UWM i Komisja Etyki UWM i na tej
podstawie prof. Łukaszewicz stwierdził, że „ wydawać by się mogło, że występuje
tu jawny plagiat (…) ponieważ dyplomantka nie respektuje podawania źródeł, a
nawet w spisie treści (sic!) nie
podała źródeł wykorzystanych reprodukcji, to wynika to z niezawinionych lub
popełnionych z winy nieumyślnej przypisaniem sobie autorstwa cudzego dobra
intelektualnego”.
No to czegoś takiego jak Polska długa i szeroka jeszcze nie było.
PLAGIAT POPEŁNIONY W DOBREJ WIERZE !!!, bo z winy nieumyślnej !!!!
I jak dalej wyrokuje prof.
Łukaszewicz „ z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku M. Chomicz.
Działania jej polegające na częstym pomijaniu źródła zapożyczeń wynikały z
rażących braków warsztatowych, za które (i
tu najlepsze, podkreślenie moje) odpowiedzialność spada w głównej mierze
na …promotora, pod którego kierownictwem przygotowała pracę dyplomową”.
A ponieważ ten ocenił pracę jako bardzo dobrą, podobnie jak recenzent pracy,
prof. Maksymilian Snoch, to uwzględniając powyższe należy, zdaniem prof.
Łukaszewicza, stwierdzić, że Małgorzata Chomicz uzyskała swój tytuł „bez
jakiejkolwiek próby świadomego i zamierzonego wprowadzenia w błąd co do
autorstwa cudzego utworu w swej pracy
dyplomowej”.
Doprawdy niezłe, prof. prawa Lech Falandysz, gdyby żył, to powinien od
pana rzecznika pobierać nauki. To jest
trochę tak jak „pożyczka bez wychodzenia z domu” – M. Chomicz nawet nie
powiedziała ani jednego słowa, a tu już wiadomo, że działała w sposób
niezamierzony i z winy nieumyślnej. Tu już nawet nie potrzeba wywodów sędziego
Wojciecha Wacława.
Czasami wydaje mi się, że mogę zrozumieć, że M. Chomicz może w stanie
„pomroczności jasnej” nie dokonała świadomie plagiatu, ale w jakim stanie prof.
Łukaszewicz pisał swoje uzasadnienie?
Ponieważ postanowienie to podlega zatwierdzeniu przez rektora UWM prof.
Ryszarda Góreckiego, to ciekawi mnie czy Magnificencja Rektor jest w stanie
mnie czymś zaskoczyć, a jak Państwo sądzicie?
Dla wyjaśnienia dodam, że wczoraj odebrałem również drugie postanowienie
prof. Łukaszewicza, który żąda pozbawienia mnie prawa wykonywania zawodu
nauczyciela akademickiego … ze względu na możliwość popełnienie plagiatu.
Ciekawe, czy tylko dlatego?
Niemniej zastanawiające jest, kto lub co wywołało u prof. Łukaszewicza
stan takiej „pomroczności jasnej”…
Subskrybuj:
Posty (Atom)











