poniedziałek, 11 listopada 2013

„Profesorskie gadanie” czyli Stanisław Czachorowski, a sprawa Obarka.

"Profesorskie gadanie" tak zatytułował swój blog pan profesor Stanisław Czachorowski, który dzisiaj w bardzo, bardzo przydługiej formie był łaskaw wypowiedzieć się na temat mojej osoby.


profesor Stanisław Czachorowski źródło: portal www.olsztyn24.com.pl

Czytając wynurzenia pan Profesora, już na samym wstępie należy być czujnym, gdyż jak to sam określa, zawartość jego tekstów, to „pogawędki prowincjonalnego profesora biologii, entomologa i hydrobiologa, (…) z  przygodnymi czytelnikami”. Otóż to, nic dodać nic ująć.
Po  długim i strasznie rozwlekłym wstępie opowiedzianym w stylu „pogawędek prowincjonalnego profesora” mającego „rzucić na kolana” potencjalnego czytelnika, pan Profesor przystępuje do rzeczy, zarzucając mi atakowanie na moim blogu tekstami  na bardzo niskim poziomie intelektualnym, w bardzo brzydki sposób  ad personam osób   odgrywających istotną rolę w uknutej przeciwko mnie intrydze.

Ba, pan Profesor idzie znacznie dalej twierdząc, że na moim blogu trudno znaleźć język argumentacji i że jest to głównie opluwanie innych osób w uczelni, komisji etyki, rektora itd. dokonywane w kontekście dziecinnych, złośliwych wierszyków i karykaturalnie zmienionych zdjęć.

W tym kontekście żałować należy, iż pan Profesor nie potrafi zachować naturalnego dystansu do oczywiście satyrycznej formy mojego bloga.

Ale z drugiej strony ten  autorytet moralny ze świata bezkręgowców ( pisze „…Broń się człowieku i swojego dobrego imienia (podkreślenie moje P.O.)ale godnymi metodami i należytym stylem! Jeśli podpisujesz się stopniem zawodowym "profesor", to trzymaj się standardów języka akademickiego! Pokornie proszę...” , …a więc jakim?  

Takim bez kręgosłupa?

To mi Pan radzi, ten standard, bo wtedy wszystko będzie dobrze, bo mam zamilknąć, bo jak wypowiadał się jeden ze świadków w procesie Małgorzaty Chomicz, gdyby Obarek siedział cicho, to nie byłoby tematu, to dziennikarze nie mieliby zleceń na pisanie.

Ostatecznie, to na UWM-ie chcieli mnie tylko ukarać drobną karą upomnienia, aby pan Rektor mógł postawić na swoim, nawet wbrew prawu. 

To proponuje mi Pan w ramach dyskusji akademickiej? W ramach przyjętych w Pańskim bezkręgowym świecie standardów?

Dawno nie spotkałem się z większą hipokryzją niż ta, którą zawarł Pan w tym napuszonym intelektualnie zdaniu. Stara się Pan prezentować jako intelektualista, ale na zadane Panu wcześniej na moim blogu pytanie, jak Pan by się zachował w podobnej do mojej sytuacji, to do chwili obecnej Pan milczy. Czy  może też Pana tym pytaniem „oplułem”?

Jak według Pana mam się bronić. Jeżeli próbuję zrobić to w Sądzie (no bo gdzieżby indziej), to pisze Pan wtedy, że ten Obarek zastrasza ludzi przez proces sądowy.

Gdy obnażam fałsz i zakłamanie oraz rozmaite krzywoprzysięstwa osób zeznających w Sądzie prezentując na to dowody,  – to wówczas używając Pańskiej frazeologii, bardzo Pana zdaniem akademickiej i intelektualnej, by nie, rzec profesorskiej, „opluwam” autorytety uczelniane.

A może to jest właśnie tak, że to ja jeden nie zgadzam się na to aby niszczono ludzi, aby przeciwstawić się fałszowi, hipokryzji i zakłamaniu i może to mój głos w obronie godności mojej osoby i bliskich jest jedynym, który  ma nie dopuścić do tego, aby „bierność rozzuchwalała niegodziwców”. Przecież to jest Pański postulat !!!

Dlaczego mam milczeć, gdy dzieje się przemoc w rodzinie, naszej Akademickiej Rodzinie!!!

Ale  do rzeczy panie Profesorze. Językiem argumentacji postaram się Panu odpowiedzieć na Pański obraźliwy i naprawdę na niskim poziomie tekst kierowany ad personam do mnie, w kontekście przemocy w rodzinie i pedofilii, nawołujący do rozprawy ze mną tylko dlatego, że piszę prawdę.

Na moim blogu znajdują się teksty, które każdy uważny  Czytelnik, niekoniecznie z tytułem, czy stanowiskiem profesorskim jest  w stanie bez najmniejszych przeszkód rozpoznać jako argumentację obnażającą perfidię kreatorów prowokacji pod nazwą, a właściwie pod kryptonimem  „plagiat Obarka”.

Jakie larum Pan podnosi, gdy piszę jedno udowodnione zdanie, wykazując tym samym, że dziennikarz, który wykreował się na niezależnego, jest skorumpowanym pisarczykiem. Ten dziennikarz Adam Socha sam to przyznaje!!!! Mówi nawet ile dostaje za to pieniędzy !!!

Dlaczego nie analizuje Pan tekstów jego autorstwa. Dlaczego nie reaguje Pan na jego manipulacje i przekłamania pisane na zlecenie?


Czy w moich tekstach brak jest wystarczających argumentów w zdaniach dotyczących anonimowych donosicieli, którzy w najobrzydliwszej formie, bo pod płaszczykiem anonimu, starają się twierdzić, że robią to pro publico bono?

No, ale skoro Pan tak uważa, to dyskusję pozostawmy na potem. Ponieważ zarzuca mi Pan brak argumentacji, to WZYWAM PANA ABY PAN TO UDOWODNIŁ, gdzie i w którym miejscu brak jest argumentacji, co jest gołosłowne, co sobie wymyśliłem. Mam nadzieję, że nie zabraknie Panu odwagi na merytoryczną dyskusję.

Wzywam Pana w imię tego co Pan twierdzi. Niech to nie będzie z Pańskiej strony czcza retoryka i pozbawione sensu zdania, niech to będzie dyskusja, której mi Pan odmawia. Niech Pan zacznie polemizować, a może wreszcie dostrzeże Pan mechanizm działania zarówno Debaty,  w osobie Adama Sochy, jak i „anonimów” i ich sponsorów. Niech Pan zacznie w końcu obracać się w świecie … który ma kręgosłup.

PS.

Oczekuję na Pański wybór jakiegokolwiek mojego wpisu na blogu, aby poddać go weryfikacji.  



Polemika profesora Stanisława Czachorowskiego




Moja odpowiedź:



Panie Profesorze, dziękuję za podjęcie mojego wyzwania. Co prawda, spodziewałem się tak jak Pan sugerował merytorycznych kontrargumentów na zawarte w moich tekstach, ale skoncentrował się Pan na razie tylko na jednym,  „czy zamieszczanie złośliwego i przerobionego wierszyka "Kłamczucha ma coś wspólnego z dyskusją czy tylko erystyczny zabieg na poniżenie świadka”?

Pozwolę więc sobie odpowiedzieć Panu na Pańskie pytanie. Zabieg formalny polegający na zastosowaniu motta dotyczy rozmaitych publikacji tekstowych, jak również graficznych. Jak każdy autor umieszczam motto na wstępie tekstu celowo, aby zgodnie z publikowanym tekstem odzwierciedlać treść przewodnią wpisu. Jestem artystą i szczególnie akceptuję artystyczne formy wyrazu np. takie jak wiersz.

Tak więc na razie nie widzę niczego złego w zamieszczaniu „dziecinnych, złośliwych wierszyków”, chociaż nie wszystkie są dziecinne, a niektóre wyszły spod pióra uznanych i cenionych poetów. Z treści tych jak Pan to określił wierszyków, czy tekstów piosenek wynika jednoznacznie  pewna dydaktyka, gdyż wszystkie  kończą się puentą i morałem, a wnioski z nich płynące wyjaśniają w lapidarnej formie wiele kwestii.

Zaś co do treści tych „wierszyków”, proszę mi odpowiedzieć Profesorze, jak nazwałby Pan sądowego świadka, od którego Sąd odebrał przysięgę, że będzie mówił prawdę i tylko prawdę, - po czym ten świadek zeznaje, na pytanie sądu czy praca doktorska może być w formie luźnych kartek i czy musi być podpisywana

,„Sama pisałam pracę i na I stopień, i na II, i miały identyczną formę. Nie robiłam żadnych okładek. Nawet wiele lat temu prace takie pisało się ręcznie, recenzje też. Nikt pracy nie podpisywał. Ja też nie podpisywałam.” 


(aby nie być posądzony, że cokolwiek nadinterpretuję, to cytat ten pochodzi z artykułu Pańskiego ulubionego dziennikarza Adama Sochy).


W ten sposób świadek  dokonuje oceny przypisywanej mi pracy!!! 
Panie Profesorze, tak zeznaje w sądzie świadek pod przysięgą!!! 

A ja mam dowód na to, że ten świadek KŁAMIE i zamieszczam ten dowód przy wpisie. To jak by Pan nazwał tego świadka? Proszę odpowiedzieć, jaki eufemizm Pan wymyśli. No przecież jest to najzwyklejsze kłamstwo. Nazwanie przeze mnie Wioletty Jaskólskiej Kozuchą-Kłamczuchą jest najdelikatniejszym epitetem na jaki można się zgodzić zważywszy okoliczności sprawy. 

Chce Pan erystyki, to proszę wykazać mi, że jest to niezgodne z prawdą!!!

Czy to ma coś wspólnego z dyskusją? Panie Profesorze o jakiej dyskusji w wykonaniu pani Wioletty Jaskólskiej mówimy? Proszę samemu sobie w tym kontekście odpowiedzieć, czy ja ją poniżyłem, czy Ona składając fałszywe zeznanie poniżyła się sama.

 Ja nazwałem jedynie rzeczy po imieniu. Dla przypomnienia lub dla równowagi akademickości naszej wymiany zdań pozwolę sobie przytoczyć popularną definicję kłamstwa, która za kłamstwo uznaje wypowiedź zawierającą informacje niezgodne ze stanem faktycznym. Kłamca przekazuje informacje niezgodne z jego przekonaniem o rzeczywistości z intencją, by zostały one wzięte za prawdziwe.

Panie profesorze, w duchu tej naszej dyskusji proszę sobie raczej zadać pytanie dlaczego ludzie kłamią, dlaczego profesor Jaskólska w odpowiedzi na niezręczne dla niej pytanie zdecydowała się kłamać przed sądem w kwestii swojej własnej pracy. Nie chcę Pana wyręczać, ale w ocenie wszystkich zajmujących się tematem kłamstwa, po to, by osiągnąć określoną korzyść lub osiągnąć zamierzony cel.

Czy powinienem oskarżyć panią Profesor o krzywoprzysięstwo? Jak wówczas by Pan reagował. Czy spotkałby mnie zarzut, że ten okropny Obarek znowu straszy sądem. Odnoszę czasem wrażenie, że cokolwiek bym uczynił, w oczach moich przeciwników zawsze zrobiłbym coś źle. Tak więc Panie Profesorze chętnie posłucham Pańskiej rady, proszę napisać jak powinien wyglądać modelowy wpis na blogu, po stwierdzeniu kłamstwa świadka, który nota bene nie był moim świadkiem tylko świadkiem M.Chomicz.

I trochę z innej beczki, gdybym chciał poniżyć Panią Jaskólską nazwałbym ją trochę inaczej, ale nie taki był mój zamiar i zamysł. Ja nazywam po prostu rzeczy po imieniu. Jak ktoś kłamie, to jest kłamcą.


Panie Profesorze ja nie chcę się tłumaczyć ja mogę tylko rozwiewać rozmaite wątpliwości. Pisał Pan o erystyce. Proszę więc zastosować się do jej reguł. A ja z miłą chęcią uczynię to samo. I proszę o rzeczową polemikę.




Co do drugiego przykładu. Odpowiem bardzo krótko.
Jest takie powiedzenie – uderz w stół a nożyce same się odezwą.

Panie Profesorze, to Pan stwierdza, „że ja sugeruję, mijając się z faktami, że pan red. Socha bierze pieniądze od senatora Góreckiego za teksty w Debacie o "Obarkowie" i relacje z procesu. To fałszywa interpretacja, nic takiego z zamieszczonych przez Pana i red. Sochę informacji nie wynika.”

Tak, Panie Profesorze,to fałszywa interpretacja albowiem nic takiego z zamieszczonych przeze mnie informacji nie wynika.
Sam Pan to widzi i wmawia mi, że ja to sugeruję? Masakra, przecież sam Pan sobie zaprzecza. Nie tylko erystyka się kłania Panie Profesorze ale również logika.

Dla porównania i obiektywnej oceny Czytelników pozwolę sobie przekopiować cały wpis dot. A.Sochy i proszę wskazać w którym miejscu są przypisywane mi przez Pana stwierdzenia.

No cóż widać, że to już taki typ, podłego i mizernego charakteru, który pod płaszczykiem niezależnego dziennikarza za pieniądze z biura senatorskiego wykonuje różne zlecenia, a któremu nie obce jest nawet krzywoprzysięstwo.




Panie Profesorze, trochę mniej demagogii. Naprawdę trudno z tego tekstu wyczytać coś więcej ponadto co zostało napisane. Na temat Adama Sochy niedługo zamieszczę nowy wpis, więc z pewnością będzie sporo do dyskutowania.

środa, 6 listopada 2013

„Kozucha – Kłamczucha” czyli Wioletta Jaskólska w sądzie.

„Kłamczucha”
Taka duża, taka „mądra”
Taka sprytna i „rozsądna”
A gdy tylko mówić miała
To kłamała i zmyślała

Że od sexu można skonać
Że w Olsztynie Barcelona
Że rozumu ma za dwoje
Jak zje z rana ze dwa słoje
Że piękniejsza jest niż żaba
Że jak zechce może władać
Całym światem i planetą
Że jest chłopem, nie kobietą

O kim mowa? Już ci świta?
Oczywiście, to Wiolita!!!
Autor: gosiaW (grupa autorów Bej)

Doprawdy, do czasu zakończenia procesu Małgorzaty Chomicz nie chciałem się wypowiadać w kwestii toczącego się procesu, zeznań osób czy sytuacji jakie w trakcie procesu wystąpiły. Niestety, jak zwykle zostałem do tego sprowokowany kłamstwami i manipulacjami niejakiego Sochy, który nie pierwszy i nie ostatni raz fałszuje rzeczywistość.



"Niezależny prawicowy dziennikarz portalu Debata (tzw. ekspert)" Adam Jerzy Socha wykonujący płatne zlecenia dla SENATORA PLATFORMY OBYWATELSKIEJ RYSZARDA GÓRECKIEGO

No cóż widać, że to już taki typ, podłego i mizernego charakteru, który pod płaszczykiem niezależnego dziennikarza za pieniądze z biura senatorskiego wykonuje różne zlecenia, a któremu nie obce jest nawet krzywoprzysięstwo.

ATKUALIZACJA 08.11.2013



Po opublikowaniu w/w wpisu "niezależny prawicowy dziennikarz portalu Debata" Adam Jerzy Socha przyznał się do wykonywania płatnych zleceń dla SENATORA PLATFORMY OBYWATELSKIEJ RYSZARDA GÓRECKIEGO.

Ale aby nie zanudzać Czytelników moimi dygresjami powiem to czego Mały Wielki Manipulator nie napisał w swojej „rewelacji”, przepraszam relacji z rozprawy, a nie napisał wielu rzeczy, które M. chomicz stawiają w bardzo niekorzystnym świetle. Przypomnę, że do tej pory, po tym jak udowodniłem, że M. chomicz jest anonimem, co jest domeną ludzi z gruntu nieuczciwych, proces wykazał też jednoznacznie, że jest kłamczuchą. Na potrzeby procesu M. chomicz twierdziła, że do CK wysłała egzemplarz mojej pracy, który otrzymała od prof. Gwozdka ….tylko, że prof. Adolf Gwozdek zaprzeczył, że złożona przez Chomicz w sądzie praca jest tą pracą, którą jej przekazał.
Najzwyczajniej w świecie wyparł się tego, że praca którą posłużyła się w CK Małgorzata Chomicz oskarżając mnie o plagiat pochodzi od niego – zeznawał to pod przysięgą !
Dzisiaj M. chomicz próbowała wyjść jakoś z tego bagna, w które wpadła po uszy. Do tego celu miał jej posłużyć wezwany przez nią na świadka Aleksander Woźniak, który czytał dostarczoną M. chomicz przez prof. Gwozdka przypisywaną mi pracę.
No i kolejny cios …. dowód na kolejne kłamstwa  M. chomicz, Aleksander Woźniak pod przysięgą stwierdził, że praca którą ma Chomicz nie jest tą pracą co dostała od prof. Gwozdka !!! 
Ta którą przeczytał kończyła się zdaniem „w prostocie siła”, a tego zdania egzemplarz Chomicz nie zawiera.
No i co z tego robi hochsztapler Socha… pisze, że to zdanie jest, nawet wie gdzie … a brzmi ono tak: „Jest piękne powiedzenie Alberta Einsteina, które kiedyś zapamiętałem: Wszystko powinno się robić i wyrażać tak prosto, jak tyko to możliwe, lecz nie jeszcze prościej”.
Chyba trzeba być idiotą aby twierdzić, że to jest to samo zdanie. No ale cóż niewątpliwie jest to chory człowiek. Chory na nienawiść.
No to wtedy, chyba widząc tragiczną sytuację swojej klientki  pełnomocnik M. Chomicz zaproponował ugodę, no bo co było robić ? Jak wyjść z twarzą z takiej sytuacji, gdy wszyscy twierdzą że zostałem oskarżony przez  M. chomicz  na podstawie jakiegoś nieznanego im egzemplarza, że nie taki egzemplarz dostała.
Dlatego ustalona przed sądem ugoda wręcz stanowiła, że:
 „Pozwana Małgorzata Chomicz oświadcza iż po uzyskaniu egzemplarza pracy, której autorstwo zostało przypisane powodowi Piotrowi Obarkowi od osoby trzeciej, bez uprzedniego, dostatecznie dogłębnego sprawdzenia jej autetyczności wysłała ten egzemplarz do Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w Warszawie, co w dalszej konsekwencji spowodowało szereg negatywnych dla powoda skutków w szczególności w zakresie zaufania niezbędnego dla wykonywanego przez powoda zawodu nauczyciela akademickiego i za to pozwana wyraża szczere ubolewanie”
Do podpisania tej ugody niedoszło tylko dlatego, że M. chomicz odmówiła opublikowania treści ugody w …Debacie ! Wnioski wyciągnijcie Państwo sami.
I w tym kontekście w zupełnie innym świetle zaczyna wyglądać zeznanie W. Jaskólskiej, w którym mówi, że prof. Gwozdek wręczając jej pracę powiedział :„masz Gośka, zrób z tego użytek”… no to po raz kolejny osłupiałem,.. no chociaż może teraz kiedy to piszę, to rozumiem. Gośka zrobiła użytek na swój pokrętny i przewrotny sposób, tylko nie z tą pracą co do dostała od Gwozdka. Ciekawe.
No ale na zakończenie muszę się jakoś odnieść do mojego motta. Doprawdy ciekawe było, gdy zeznając pod przysięgą Kozuszka-Kłamczuszka Jaskólska na pytanie sądu, czy praca kwalifikacyjna może być w postaci luźnych kartek, czyli tak jak egzemplarz M. Chomicz,  z niewinną miną zeznawała:
Sama pisałam pracę i na I stopień, i na II, i miały identyczną formę. Nie robiłam żadnych okładek. Nawet wiele lat temu prace takie pisało się ręcznie, recenzje też. Nikt pracy nie podpisywał. Ja też nie podpisywałam.
No to mili Czytelnicy postąpię teraz jak dziennikarz śledczy i poniżej w postaci obrazkowej przypomnę tej pani jak wygląda jej praca….  





 Strona z własnoręcznym podpisem W. Jaskólskiej


Chyba , że to jest …. plagiat, Muszę zacząć czytać ten kilkustronnicowy dokument.



wtorek, 1 października 2013

BRAWO PANIE PROFESORZE CZACHOROWSKI

Zakłamanie 
Mówiąc ludziom prawdę w oczy
To po dynamicie kroczyć,
Każdy ci do oczu skacze,
Swoje kłamstwa woląc raczej. 
(autor nieznany)

Uniwersalna Formuła Spisku

W moim przekonaniu, obecnie środowisko akademickie, pomimo że  zobligowane uniwersyteckim etosem poszukiwania prawdy, dość sceptycznie odnosi się do zagadnienia prawdy; retoryczne pytanie: Quid est veritas? odbija się echem w wielu komentarzach mojego casusu.  

Czy znacie Państwo ostatnią powieść Umberta Ecco „Cmentarz w Pradze”?
Bohaterem tej powieści "(...) jest cyniczny fałszerz niejaki Simone Simonini. W powieści Simonini to niby pionek, ale za sprawą tego pionka możemy śledzić ruchy figur na potężnej szachownicy, szczególnie wtedy, gdy patrzymy na jego poczynania poprzez pryzmat jednego z dialogów, gdy carski agent Raczkowski tłumaczy Simoniniemu:

 „…Wróg, by mógł być rozpoznawalny, by budził postrach, musi żyć z nami pod jednym dachem, ewentualnie u progu domu. Opatrzność dała nam takiego wroga, więc używajmy go na Boga, módlmy się by zawsze był taki wróg, którego można się bać albo nienawidzić (…). Należy kultywować nienawiść jako obywatelską pasję. Wróg przyjacielem narodów. Potrzebny jest ktoś, kogo można by nienawidzić, żeby móc usprawiedliwić własną nędzę. Nienawiść to prawdziwa pierwotna pasja. Nienawiść rozgrzewa serca”.  „Odi ergo sum”- nienawidzę więc jestem.

(...)W tej arcyciekawej powieści Simonini jako wyznawca zacytowanej powyżej ideologii, pomiędzy innymi swoimi niegodziwościami, oddaje się z pietyzmem dziełu życia – falsyfikatowi, mającemu na celu zmianę istniejącego stanu rzeczy, i który na pewno da mu upragnionego wroga."

Włoskie pisma uznały „Cmentarz w Pradze” za powieść o władzy, potrzebie kontrolowania, o „atawistycznej mało szlachetnej potrzebie znalezienia kozła ofiarnego”, o tym „jak nikczemne gierki prowadzą do prześladowań”, i chyba co najważniejsze, „o kwestii relatywizmu moralnego i względności prawdy”, a „Corriere Della Sera” uznała tę lekturę jako „trening w dekodyfikacji oszustw współczesnego świata”.

Ecco w wywiadach nie ukrywa, że chciał pokazać,” jakimi kanałami płynie informacja, jak działają środki przekazu, jakie są mechanizmy tworzenia faktów. Opieranie się na niewiarygodnych źródłach, usuwanie dowodów, nieustanne tasowanie kart, podsycanie podejrzeń, pogłoski, insynuacje, operacje stolikowe”. A wszystko to po to, by „ zasypać czytelnika kolosalnymi bredniami i oderwać jego uwagę od prawdziwych wydarzeń”.

W jednym z najbardziej istotnych fragmentów książki Simonini wypowiada takie słowa „ Ludzie wierzą tylko w to co już wiedzą. Na tym polega piękno Uniwersalnej Formuły Spisku
Powtórzę bardzo przewrotnie za Umberto Ecco „ jestem starym profesorem, ale młodym bloggerem”.

Piszę blog, a ten w odróżnieniu od innych form literackich, nie prowadzi do konkluzji, raczej ujawnia sprzeczności. Chciałbym, aby Mój Czytelnik zobaczył, że wszystko to co dzieje się wokół casusu Obarka, zostało sfingowane zgodnie z Uniwersalną Formułą Spisku.

Jestem świadomy dwuznaczności, jakie mogą powstać na tym tle, ale moim zadaniem jest wymierzyć w tej sytuacji „naszym Simoninim” cios w żołądek. Powtórzę za Umberto Ecco, „Jeśli ktoś pisze rozprawę z chemii, może się spodziewać, że jakiś czytelnik wykorzysta ją, żeby otruć babcię. Zawsze znajdą się ci, którzy mają nieczyste zamiary. Ale oni nie potrzebują czytać (mojego bloga) dla poparcia swojej ideologii – wszystko, czego im trzeba znajdą w obiegu”.

Ostatnio przeczytałem, „że jest rzeczą naganną, nawet w obronie swojego imienia, obrażanie innych etc”. Ja zaś zapytam się, w którym miejscu mojego bloga minąłem się z prawdą. Relatywizm przytoczonej wypowiedzi jest wręcz oczywisty.

Szanowni Czytelnicy, gdy na początku 2012 r. Wojciech Kołakowski protegowany Wioletty Jaskólskiej  publicznie oświadczył, że musi działać, aby „wypie…… Obarka z funkcji dziekana”, specjalnie nikt się nie przejął, że zostałem obrażony .

Gdy w swoim Debatowym serialu Adam Socha nazywa mnie co raz kłamcą, złodziejem, łgarzem i osłem, to wtedy wszystko jest ok, wtedy nie ma argumentów ad personam. Tak można, a styl w jakim pisze jako zawodowy dziennikarz jest jakiego lotu?.

Gdy Małgorzata Chomicz wysyła anonim, zawierający kłamstwa i oszczerstwa i zanim list dotrze do adresata pędzi z tym do Debaty, to jest to wówczas godne postępowanie nauczyciela akademickiego i kompletnie nienaganne?.

Gdy Bogdan Bachmura ogłasza wszem i wobec, że jako człowiek zły, niegodny jestem „ciepłego przytuliska” jakim jest nasz UWM, to wydając takie sądy jest w porządku?
Doprawdy mógłbym takich przykładów mnożyć na kilka stron i wszystkie mam rzetelnie udokumentowane. Nawet pełnomocnik pozwanych, w odpowiedzi na pozew jaki skierowałem przeciwko Debacie przyznaje, że „publikacje Adama Sochy naruszyły dobro osobiste powoda”, czyli mnie.

Gdy udowadniam poszczególnymi etapami moją niewinność, gdy niezbicie wykazuję na swoim przykładzie nonsens zarzutów, gdy ujawniam manipulację, wówczas zaczyna grzmieć i błyskać na horyzoncie zdarzeń. Chyba truizmem będzie, że jest to istna moralność Kalego.

Jest taka piosenka Krzysztofa Daukszewicza
(…) W sali walnął bąk i nie był znad łąk,
Ale stał się cud, bo ktoś wyczuł smród,
Z ławy krzyknął ktoś, że tu nie wypada,

Znowu jedni hańba, hańba,
Na to drudzy zdrada, zdrada,
A tymczasem smród powędrował w lud.

Honor ważna rzecz kiedy spojrzysz wstecz,
Dziś, jak mawia cieć: Trza go wpierw mieć,
Ale skąd go brać, kiedy tak się składa.

Że jedni tylko hańba, hańba,
A na to drudzy zdrada, zdrada(…)

Moim zdaniem jest to świetna ilustracja, tego co się dzieje, gdy udaje mi się powoli oczyszczać  z błota jakim mnie obrzucono.

Ta piosenka ma jeszcze pointę.
Morał piosnki tej, że z takim nie pogadasz,
Który w głowie jedno ma
Hańba, hańba, zdrada, zdrada
Bo dojrzy bystry widz, że w głowie więcej nic.

Podobno, każdy widzi, to co chce widzieć.

Jeżeli Pan, Panie Profesorze Czachorowski z lektury mojego bloga wyciąga wniosek, że tacy są profesorowie w Kortowie lub taki jest UWM, to Pańska sprawa i to są Pańskie słowa. A ja proszę by nie imputować mi, że obrażam wszystkich profesorów i stawiam w złym świetle całe środowisko akademickie Olsztyna. Myślę, że jestem wyrazicielem poglądów wielu osób naszego środowiska, którym zależy na tym, aby nasza Uczelnia wolna była od donosicielstwa, anonimów fałszywych oskarżeń i kłamstwa, tych stolikowych intryg mających na celu niszczenie ludzi, a które z takim powodzeniem uprawia kilku członków naszej społeczności, przy wykorzystaniu swoich wpływów i znajomości. Ja się z tym nie godzę i uczciwie opisuję na blogu. Nie chcę aby w przyszłości powtórzył się ten scenariusz niszczenia ludzi i ich dorobku oraz autorytetu. Mam prawo nazywać rzeczy po imieniu, bo taka jest prawda.

A tak trochę populistycznie. Ciekawe jakby Pan  zareagował, Panie profesorze gdyby zarzucono Panu plagiat , popełnienie czynów kryminogennych i nieetycznych, gdyby rozpętano wokół Pana medialną nagonkę, gdyby zarzucono Panu kłamstwo i oszustwo.


Polecam lekturę „Cmentarza w Pradze”, tym bardziej, że Simone Simonini „wciąż krąży wśród nas”.